Na temat „Riese”

Prace przy drążeniu sztolni w Górach Sowich rozpoczęto w 1943 roku. Wielu uważa się, że był to początek Riese. Nic podobnego. Riese to kryptonim projektu mającego na celu adaptację, rozbudowę i budowę zespołu fabryk zbrojeniowych o rozmieszczeniu naziemnym i podziemnym, skupionych w stosunkowo nie odległej od siebie szerokości. Nie ma to znaczenia, że w 1944 roku prawdopodobnie zmieniono docelowe przeznaczenie niektórych podziemnych obiektów w Górach Sowich z fabryk zbrojeniowych na FHQu (Führerhauptquartiere – Główna Kwatera). Kryptonim całości projektu i tak pozostaje niezmieniony, zwłaszcza, że „RIESE” swoim zasięgiem obejmowała zdecydowanie więcej. W początkowej fazie (1938 r.) na pewno teren Ludwikowic Kłodzkich, oraz Góry Włodzickiej, a następnie Głuszycy i dopiero na końcu w ostatniej fazie – Góry Sowie. Lokalna zmiana zastosowania więc nie wpływa na całokształt projektu a jedynie czyni w nim mały dodatek.

Na terenie Molke istniała Elektrownia, która wytwarzała prąd na cele produkcyjne. W Górze Włodzickiej funkcjonował kamieniołom gdzie wydobywano melafir, który następnie mielono w młynie i wywożono koleją. W Głuszycy w halach produkcyjnych unieruchomionych zakładów włókienniczych (Meyer-Kaufmann) uruchomiono linię zajmującą się końcową obróbką części do odrzutowego samolotu myśliwskiego Me-262 „Schwalbe”. Kiedy już adoptowano i przystosowano do celów produkcyjnych to co się dało, co było gotowe, w ramach dalszego realizowania projektu „Riese” rozpoczęto drążenie nowych podziemnych korytarzy-hal, tak by również pewna część produkcji znajdująca się dotąd na ziemi, została przeniesiona pod ziemię. Na ten cel wybrano Góry Sowie. Tam podziemne korytarze-hale NIGDY (jak mawiał słusznie Anton Dalmus) nie zostały ukończone. Nie ruszyła tam nigdy żadna produkcja. Tak więc ta część Riese nigdy nie została ukończona i zagospodarowana. Paradoksalnie to właśnie tam większość badaczy szuka nie wiadomo czego..

„..wydrążyliśmy tam już więcej dziur niż biedni więźniowie – nadal wiemy niewiele i nie potrafimy odpowiedzieć na podstawowe pytania.” – mówi do mnie z żalem i rozpaczą pewien stary weteran eksplorator, któremu ręce trzęsą się już na sam widok łopaty i kilofa a plecy zaczynają krzyczeć „dysyć !”… On i jemu podobni, mimo wszystko nigdy nie zrozumieją, że tam w Górach Sowich poza tymi powszechnie znanymi pustymi wyrobiskami, nie ma żadnych, zamaskowanych i ukończonych żelbetem gigantycznych korytarzy i hal w których szła produkcja. Na pytanie czy jest zdrowy na umyśle odpowiada pytaniem gdzie w takim razie podział się brakujący beton z raportu Speera.

Według niego brakuje połowę sztolni w kompleksie Riese, a to jest nie prawda. Seidler napisał, że Schmelcher podał 194 tys. m2 pow. użytkowej. Polscy eksploratorzy zmierzyli w podziemiach 30 000m2. Faktem jest , że na sztolnie Schmelcher przewidział tylko 45 000 m2. To jednak były TYLKO wizje planistyczne Schmelchera. Jodl kazał wstrzymać budowę obiektów naziemnych – bagatela 135 000 m2. To ile zostało na ten okrojony plan Riese, przywieziony we wrześniu 1944r. do Jedliny? Wiadomo, że na powierzchni zostało to co wybudowano i widzimy dziś plus podziemia, których powierzchnię zwiększono, o ile nikt nie wie. Więc co z czym porównywać? Wystarczy odrzucić cały raport Schmelchera i wszystko się zgadza! Zapomniano całkowicie o pozycji w planach Schmelchera – mianowicie bunkry wolno stojące (te zasypane). Przecież zaplanowano ich o powierzchni 10 240 m2, w tym dla Hitlera – 5249 m2. W tym miejscu robię wielki ukłon w kierunku badaczy stricte archiwalnych i historyków. To dlatego tu „nie szukają” – bo dla nich sprawa jest jasna – a niech matoły pchają się bezmyślnie z kilofami w teren Gór Sowich szukając nie wiadomo czego.

Kolejny aspekt dotyczy podziemi już znanych (podkreślam to słowo). Na przełomie kwietnia-maja 1945 r., oddział Wojska Polskiego dowodzony przez kapitana Włodzimierza Furyka w okolicach Zgorzelca wszedł w posiadanie dokumentacji (prawdopodobnie pełnej – mapy, plany itd.) dotyczącej prac nad i pod ziemią, m.in. prowadzonych w Górach Sowich i okolicach. Następnie te plany trafiły do PPT.. (hehe) jednak zdecydowanie wcześniej za „terenową robotę” wzięło się m.in. Ministerstwo Odbudowy. Następnie w 1947 roku zawitała tu mająca za zadanie wyszukiwanie, inwentaryzowanie i ewentualne zabezpieczanie obiektów militarnych na terenie Dolnego Śląska grupa ARLO. BTW. Czy komuś coś mówi nazwisko Radek i zna choć odrobinę szczegółów jego raportu ? (heee he). Pomijam już rasowych szabrowników prywatnych i zwykłych obywateli działających tam po wojnie. W 1948 roku kropkę nad „i” postawiło wcześniej wspomniane PPT (Przedsiębiorstwo Poszukiwań Terenowych), które było jak apokalipsa na „niedobite” jeszcze sztolnie. Uzbrojeni w odpowiedni sprzęt, szeregi specjalistów, (w większości inżynierów), własne ekipy płetwonurków a także górników dobrze wyposażonych w odpowiedni ekwipunek i zaopatrzonych we wcześniej wspomnianą przejętą niemiecką dokumentację oraz niemieckich specjalistów…(iiiyy…) zrobili co trzeba..a dodam, że PPT działało aż 2 lata..

Czy można się jeszcze łudzić, że w wyniku tego wszystkiego podziemia nie są obecnie ogołocone ze wszystkiego co przedstawiało na ten czas jakąkolwiek wartość ? Czy można się dziwić, że „nowo odkryte” sztolnie nie przedstawiają w sobie żadnej poniemieckiej wartości (kilofy i narzędzia do pracy z dawnych lat – tego jeszcze pełno wala się po starych wsiach domostwach na strychach pordzewiałe tak, że aż strach tam wejść, żeby się na coś nie nadziać, i nie trzeba tego wcale szukać w podziemiach) ? jedynie puste skały i beton tudzież niepotrzebny przerdzewiały złom górniczy (blachy, kable, tory itp.) czego wówczas nie chciano brać podczas inwentaryzacji.. to wszystko co można obecnie tam zobaczyć.

Mimo to są tacy co uparcie wiedzą swoje.. jak psychole. Dla niektórych to też źródło zarobku (oj żałosne żałosne), im nie na rękę jest pokazanie czarnego na białym. Na odkrytej tajemnicy zarabia się raz a na tajemnicy nie odkrytej wiele razy, prawda ? Dlatego pierwsi skoczą do gardła.. Potwór z Loch Ness nie istnieje. Udowodniły to ponad wszelką wątpliwość badania przy użyciu nawigacji satelitarnej i 600 wiązek sonarowych. Mimo to nadal są tacy, co uparcie twierdzą, że potwór jest, tylko się dobrze zakamuflował.. To samo ma się z Riese. Jestem przekonany, że nawet jakby się znalazł taki drugi Marek Krassus multimilioner i dla zabawy sfinansował pełną eksplorację w Riese na zasadzie pocięcia góry jednej po drugiej tak jak się tnie tort po kawałku, a następnie przystąpił do szatkowania tych kawałków na okruchy by pokazać, że tam nic nie ma, to nadal będą tacy, co będą uważali, że jest coś co z pewnością zostało (celowo ?) przeoczone. O czym to z kolei świadczy.. ? Niektórzy nazywają to „syndromem Riese”.

Przyjrzyjmy się teraz tym, którzy wtórnie odkopują obecnie już odkopane kiedyś po wojnie sztolnie. To „odkrywcy” zwani eksploratorami terenowymi. Kiedy obserwuję działania niektórych z nich to odnoszę wrażenie, że są to ludzie z pogranicza intelektu umysłowego. Powiedzcie mi dla przykładu jak można wykopać przy użyciu prostych narzędzi (praktycznie ręcznie..) w upalnym słońcu szyb głębokości kilkunastu metrów w miękkim rumoszu skalnym (bez wprowadzenia drewnianej obudowy !) , a po zmierzeniu teodolitem, który wskazuje już tylko metr do stropu w pionie od góry, nagle z niewiadomego powodu ot tak sobie odstąpić od dalszych prac (dlaczego nikt nie zasypał-zakorkował szybu tylko czekał aż sam się zawali ?!!) ja bladego pojęcia nie mam. Albo grzebanie w pionowej rurze-szybiku, przetykając go co rusz z korków, nagle zaniechać dalszych prac na 11 metrze twierdząc, że szyb jest ślepy bo.. stoi w nim woda – to o czym to świadczy ? To nie są przecież normalni ludzie, i nie dam się przekonać, że jest inaczej.

fot. Levy

fot. Levy

Fakty są takie, że stan sztolni w GS jaki był znany zaraz po inwentaryzacji po wojnie, nie różni się nawet o jedną sztolnię od stanu obecnego. Przez ten czas nie odkryto żadnej nowej sztolni należącej do nazistowskiego kompleksu. Nie zostanie też odkryta żadna nowa sztolnia w GS przez następne 200 lat i więcej z prostego powodu – nie ma takiej sztolni. Sztolnie, które są nie znane (to nie znaczy, że nie były znane po wojnie, i na 100% były inwentaryzowane) można jedynie odkopać poza terenem GS, czyli te należące do pierwszego etapu (adaptacja) budowy Riese. Dla przykładu podam, że zdobyłem bardzo mocny dowód na lokalizację sztolni w Górze Włodyka. Obecnie ta sztolnie jest niedostępna (była dostępna na krótko po wojnie, została odstrzelona, nic wartościowego w niej już nie ma jak można się spodziewać).

W Górze Gontowa znajduje się sztolnia ukończona żelbetem, niestety ta sztolnia również jest w zasadzie pusta poza „drobiazgami” nie wnoszącymi absolutnie NIC, a sposób w jaki można było się do niej dostać aktywował w organizmie wytwarzanie ilości adrenaliny daleko przekraczających górną normę.. Po tym jak czytałem relację eksploratorów ze sztolni „nad potokiem” (rozmowy z Bogiem..etc. haha) wnioskuję, że do tej na pewno żaden z nich by nie wszedł. Sztolnie w GW nie są niebezpieczne, są jedynie trudne w lokalizacji, po kilku metrach zakorkowane, lub po kilkudziesięciu zawalone. Obecnie dostanie się do ich wnętrza tak po prostu jest w zasadzie już nie możliwe. Sporną kwestią jest dla mnie sztolnia znajdująca się w pewnej okolicy od , biegnie pod byłym obozem niemieckim. Jednak tu również nie mam złudzeń, na 99% ta sztolnia była zinwentaryzowana po wojnie, tak samo jak pozostałe.

Autor: Paweł Jeżewski

2 odpowiedzi na „Na temat „Riese”

  1. pat pisze:

    każdy zamek ma swojego ducha, czy ktoś kiedyś złapał tego ducha ? a no nie, tak samo jak nie można znaleźć nie istniejących sztolni w górach sowich.

  2. Roko pisze:

    Wygląda tak, że pewien znany bloger piszący tylko prawdę o Riese po przeczytaniu tego pierwszy zaczał toczyc piane 😛 co sie dziwic jak burzysz mu tak łartwo jego swiat a tak łatwo to on nie da, bedzie pier…il głupoty ze az głowa boli, jeszcze sie przyznał do kumpli debili 😀 pytanie tylko czy wsrod nich jest taki na którego wołaja „mucha”, bo p0noc taka paczka jest, nawet kiedys rozmawiałem z jednym z nich. Kiedy zapytałem dlaczego oni tak niego wołają to mi odpowiedział – bo muchy jedzą gówno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *