Elbrus zdobyty !!!

Na szczycie góry Elbrus (5642 m. n.p.m.) - 30.08.2013

Na szczycie góry Elbrus (5642 m. n.p.m.) – 30.08.2013

Zrobiłem to. Po wejściu na Mont Blanc pod koniec czerwca tego roku (2013) przyszedł czas na kolejny szczyt. Oczywiście jak zwykle wyższy od poprzedniego zgodnie z zasadą, która od początku sobie przyjąłem: wchodzę coraz wyżej. Rozpatrywałem dwie góry : Arrarat (5137 m.n.p.m.) i Elbrus (5642 m.n.p.m.). Wybrałem te drugą ze względu na to, że po pierwsze wyższa, po drugie należąca do tzw. szczytów Korony Ziemi (wg. np. Messnera), a po trzecie chciałem obiektywnie porównać Elbrusa skalą trudności do Mont Blanca – w tym celu chodziło o to by przedział czasu miedzy moim wejściem na jeden i drugi szczyt nie był zbyt długi (to porównanie dokładnie przedstawię przy okazji kolejnego wpisu z cyklu „zdobywanie szczytów”).

Po dotarciu do "beczek" na Elbrusie

Po dotarciu do „beczek” na Elbrusie

Do wyprawy na Elbrus kondycyjnie przygotowywałem się w.. Górach Sowich. Jeździłem na rowerze przez miesiąc niemal każdego dnia, tłukąc kilometry (od czasu do czasu tylko zatrzymywałem się i z rozrzewnieniem spoglądałem na czerniejące otwory tamtejszych sztolni). Nie jeździłem oczywiście na „młynku”, jeździłem „siłowo”, na maksymalnym stopniu trudności przerzutek. Kondycyjnie byłem więc przygotowany świetnie (jak to mówię: na  „12 rund”). W Rosji było dobrze, hotel na wysokim poziomie, jedzenie bardzo dobre. Gorzej podczas pobytu w górach. Spaliśmy w pokojach urządzonych w beczkach po paliwie rakietowym (dosłownie) na wys. około 3800 m.n.p.m.  gdzie warunki sanitarne były dalece nieeuropejskie. Toalety to istna rzeźnia, nie skrzywiłby się tam chyba tylko Troll. Żel do dezynfekcji niezależnie od mycia rąk to podstawa. Wodę jak to w górach lodowcowych braliśmy z lodowca, topiliśmy i piliśmy ją po przegotowaniu a i tak zajeżdżała olejem z ratraka.

Grupa sympatycznych ludzi z którymi brałem udział w tej wyprawie była silna. Doświadczone osoby (zdobywcy wielu szczytów, min. w Himalajach, Andach itp.) z którymi czułem się dobrze. To też miało niebagatelne znaczenie.

Przy tzw. Skałach Pastuchowa (4700 m.np.m.) podczas aklimatyzacji

Przy tzw. Skałach Pastuchowa (4700 m.np.m.) podczas aklimatyzacji

Teraz kilka słów odnośnie samej góry Elbrus. Czytając o niej często spotykałem się z opinią, że nie posiada ona żadnych trudności technicznych, a jedynie dobre przygotowanie fizyczne (góra kondycyjna) i sprzęt decyduje o zdobyciu szczytu. To jest nie prawda ! Elbrus nie jest górą trekkingową. Tu np. należy ostro pracować czekanem ponieważ posiada ona dwa bardzo ostre i niebezpieczne trawersy o mocno stromym nachyleniu, szczególnie ten drugi za przełęczą (tzw. „siodłem”) jest na tyle niebezpieczny że zamontowano tam poręczówki (linki zakotwione co jakiś kawałek), w które należy się wpinać z uprzęży zwłaszcza przy silnym wietrze (lufa na prawo w kierunku do szczytu jest taka, że ciarki przechodzą..). Dodatkowo zdarza się tam silne oblodzenie zboczy na podejściu więc asekuracja lotna liną w takiej sytuacji to konieczność. Jest też kilka miejsc (dwa konkretnie) punktowych na dolnym trawersie, szczególnie niebezpiecznych gdzie chwila nieuwagi i lecimy sobie ostrą skutą lodem pochylnią nie wiadomo gdzie.. (zapomnijcie o wyhamowaniu tu czekanem). Buty skorupowe i rękawice tzw. łapawice założone na normalne rękawice puchowe to podstawa, ja wszedłem bez łapawic, i do teraz mam mrowienia w palcach..

Przed naszą akcją szczytową na Elbrusie zaginęło czterech Polaków, szczęśliwie ich odnaleziono, nie miał jednak tyle szczęścia Niemiec który dostał rozedmy płuc na wysokości 4200 m.n.p.m. i zmarł.

Podczas wchodzenia na szczyt (fot. Jarek)

Podczas wchodzenia na szczyt (fot. Jarek)

Góra powyżej Skał Pastuchowa (maks. 4800 m n.p.m.) nie posiada żadnych punktów orientacyjnych, to istna wypiętrzona pustynia lodowa nazywana niekiedy nawet „Małą Antarktydą” (140 km2 lodu), w koło tylko oślepiająca biel śniegu lub mleczna gęsta mgła i szczeliny (Elbrus jest mocno naszpikowany ze wszystkich stron szczelinami i to wyjątkowo głębokimi). Są tam na trasie co prawda tyczki powbijane co kilkadziesiąt metrów, to jednak tylko zdaje egzamin gdy jest bardzo ładna pogoda.. ale o tym za chwilę.

Podczas ataku na szczyt Elbrusa (fot. Jarek)

Podczas ataku na szczyt Elbrusa (fot. Jarek)

Jak wyglądało moje zdobywanie tej góry: przede wszystkim w odróżnieniu od aury jaką szczęśliwie zwykle miałem na innych górach np. na Grand Paradiso ,Toubkalu czy Mont Blanku (błękitne czyste niebo), podczas ataku na szczyt Elbrusa rozpętało się prawdziwe pogodowe piekło. To co działo się podczas schodzenia to była już istna masakra. Nie widzę możliwości zejść samemu z tej góry w takiej sytuacji bez kogoś kto był na niej ze 300 razy i tym się stale trudni. Może to się udać na Mont Blanku (czasami się to udaje), ale na Elbrusie przy takim załamaniu pogody graniczy to już z cudem. Z takiego powodu rocznie ginie tam około setka ludzi ! Tyczki powbijane ? Podczas tak silnej mgły widziałem tyczkę gdy mgła się na moment rozrzedziła jakieś 20 metrów przed sobą by za chwilę tyczka dosłownie zniknęła a widoczność przez mgłę była na wyciągnięcie ręki ! Do tego zamieć śnieżna momentalnie zasypała nam wydeptany przez nas trawers i wszystko zlało się w jedną białą całość ! Osobiście jestem przekonany, że życie zawdzięczam trzem lokalnym doświadczonym rosyjskim przewodnikom i liderowi grupy. Sam na pewno bym z tej góry nie zszedł. Tym bardziej cieszę się z takiej przygody, bo było to dla mnie niezwykle cenne górskie doświadczenie. Elbrus jest górą bardzo niebezpieczną, jestem zdania, że ktoś kto decyduje się na samotną eskapadę tam (bez wynajęcia przewodnika rosyjskiego) ma chyba dziurę w mózgu wielkości krateru.

Na przełęczy (tzw. "siodle") podczas ataku szczytowego na Elbrus

Na przełęczy (tzw. „siodle”) podczas ataku szczytowego na Elbrus

Obecnie czeka mnie drobna rehabilitacja kolana, po zaleczeniu zaplanuję kolejną wyprawę górską, jeszcze nie podjąłem decyzji jaki to będzie szczyt, ale zgodnie z przyjętą na samym początku zasadą, na pewno będzie jak za każdym razem wyższy niż poprzedni.

Link do zdjęć w albumie z wyprawy na Elbrus (zdjęcia opisane): http://pj-blog.pl/pj/?page_id=1270

Autor: Paweł Jeżewski

14 odpowiedzi na „Elbrus zdobyty !!!

  1. Levy pisze:

    Eno, gratulacje po raz kolejny, widze ze sie zaparles i nie odpuszczasz, krajobrazy mega do pozazdroszczenia, aczkolwiek jesli o mnie chodzi to wiekszy klimat by byl jak by troszeczke mniej ludu bylo, bo wygladalo jak conajmiej wycieczka w zakopane w sezonie. a jesli chodzi o warunki sanitarne państw wschodnich to kilka razy mialem okazje sie sam przekonac jak jest, a na listopad planuje podroz do czarnobyla… wiec znow wszystko przede mna.
    pozdrawiam

  2. Mania pisze:

    Wielki szacun dla Ciebie.Nie wiele osób potrafi zdobyc sie na taki wyczyn.Wiele mówią co potrafią ale jak by mieli zrobic cos takiego to by wymiękli.Pozdrawiam.

  3. Hard pisze:

    Szacunek, wyczyn godny pozazdroszczenia Pawle.
    pzdr.

  4. olek pisze:

    Nieźle, nieźle !!. Tak dalej i wyżej.

  5. Jack Sir pisze:

    Paweł Congratulations !!
    Robi wrazęnie to co piszesz o tym co robisz i co robimy 🙂 Wyczerpująca informacja. ciekawy text także o Kili 🙂 na który wraz z El Comandante wybieram sie z Robertem vel Roberto . Kolejnych niższych wejść oraz dobrych treści życzę w tym wydaniu i do zobaczyska gdzieś na szlaku mam nadzieje wkróce w składzie jak na „Elbim” 🙂
    Pozdr. Jack Sir

  6. Paweł Jeżewski pisze:

    Witaj,
    serdeczne dzięki, niebawem wrzucę więcej zdjęć z Kili do ALBUMU i z safari (zajebista sprawa), oraz walne jakiegoś wpisa.
    pozdrowienia serdeczne dla Ciebie i Roberta.
    ps. ekipa z Elbrusa była super, w takim składzie to mogę jechać wszędzie (może uderzymy na ten Meksyk ?)

  7. kliper pisze:

    Jeżol stary galerniku ,kto by pomyślał że ty taki światowy jesteś.Jestem pełen podziwu i zazdroszcze ci takiego hobby.Szacunek za to co.robisz( ty zawsze inny byłeś) ale tak trzymaj jestem normalnie zaskoczony.A na styczniki na kopalnie kiedy

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Siema Kliper, to ja właśnie ze styczników te wyprawy finansuję 😉 a na te kopalniane zawsze sentymentalnie możemy jeszcze się wybrać, one chyba zdaje się tam jeszcze są 😉 to były super fajne czasy ! 🙂
      pozdrawiam serdecznie

  8. kliper pisze:

    Jeżol widze fajnie podchodzisz do tematu i dobrze ci to wychodzi ,wciagaja mnie twoje artykuły na temat naszych gòr i ich historii.A nie masz gdzies w swoich zbiorach map ? Potrzebuja neurode flözkarte blatt 1 ,reszte mam z tym kawałkiem jest problem

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Nie nie, tej nie mam. Generalnie to my działamy na terenie Gór Sowich, tam buszujemy po niemieckich podziemiach, tych oficjalnie nie znanych. Jeżeli interesują Ciebie podziemia Nowej Rudy to wiem, że np. jest tunel łączący stary cmentarz z kościołem. Kilka lat temu po obfitych opadach deszczu woda wypłukała z tego podziemnego chodnika (odwodnieniem) jakieś precjoza, które następnie wypchała na brzeg rzeki. Gdzie się to teraz podziało ? pewnie zarekwirowało muzeum. Są też jakieś podziemia za mostem kolejowych (czarny most) w kierunku na Ludwikowice (nie mówię o starych kopalniach), ale zamurowane (pewnie zrobiono to w czasach pierwszego PRLu, wcześniej spenetrowano). Słyszałem też, że jest jakiś tunel w Górze Św Anny, ale to chyba jakieś legendy.. (brak śladów po wejściu).

  9. kliper pisze:

    Nie co ty ja się nie zapuszczam w żadne podziemia , do tego potrzeba mieć odpowiedni sprzęt i doświadczenie. Ja to wole posłuchać opowieści z tego typu przedsięwzięć.Generalnie tematyka bunkry , sztolnie, riese nie jest mi obca i sam kiedyś lubiłem pograsować po terenie, ale tylko w celach czysto turystycznych. a przeglądałeś te mapy wogóle ?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dot. Nowej Rudy nie przeglądałem, widziałem tylko ze z Gór Sowich, przedwojenne górnicze, geodezyjne i topograficzne, a następnie na takie same mapy spojrzałem ale już robione po wojnie. Różnice są znaczne. Widać, że niemcy podczas wojny tu nieźle namieszali (sieć dróg, kolei wąskotorowej, regulacja strumyków, itd.) – wszystko to na potrzeby Bauvorhaben „Riese”. Mamy szczęście, że wojna nie potrwała dłużej, „Riese” w zamierzeniu miało być naprawdę potężne, dobrze się stało, że tego nigdy nie ukończono.

      • kliper pisze:

        no dobrze dobrze kto wie czy europa cała niemiecka by nie była teraz?A zeszedłeś tam w dół widziałeś to ? co mówiłem? tam jakaś droga do torów szła i są ruiny jakiś pomieszczeń tak z 20 30m przed torami.wiesz co tam było ?A wracając do tematu map flozkarte ,korzystałeś może z jakiś archiwów z mapami ? z tych map można naprawdę fajne rzeczy znaleść. od kiedy zaczęto prowadzić prace nad olbrzymem , znalazłem papiery które rzekomo mówią że od 34 , ale jeszcze ich nie przetłumaczyłem. wiadomo ci coś o takowych dokumentach ? knajpa co mowiłeś w świerkach , zaczerpnoł bym twojej wiedzy w tym temacie. daj znac z dzien wczesniej jak byś sie gdzieś kolo mnie miał zamiar kręcić . fajnie bylo się spodkac w takich okolicznoscia przypadkiem ci powiem.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Zlecenie przedsięwzięcia „Riese” przez adiutanturę Wehrmachtu miało miejsce 11.09.1943 roku, pierwsze roboty rozpoczęto w pobliżu Rzeczki (Schirgenschanke), IG Schlesien AG

          w 34 roku ? słyszałem tylko, że w 38 roku byli tu już niemieccy geodeci.. ale to tylko tyle. 34 rok, ciekawy jestem jakie dokumenty posiadasz. Jak będziemy robić akcje w tym tunelu o którym Ci mówiłem to wcześniej Ciebie poinformuję, żebyś ewentualnie z nami się wybrał jak będziesz chciał.

          Jeżeli chodzi o to co jest przy torach, to temat na dłuższą debatę, po krotce powiem, że są to odwodnienia. Jest kilka poziomów tych odwodnień, jest tam też podziemny schodkowy betonowy wodospad (tak tak), najciekawsze jest to, że nieco wyżej (jakiś kilometr) było wyprowadzany tunel-sztolnia, po którym dziś śladu nie ma, a relacje więźniów, którzy tam pracowali, mówią, że tunel na 100% był.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *