W podziemiach…

JA- w niedostepnej sztolni nr.3 w Osówce (12.2011)

JA- w niedostepnej sztolni nr.3 w Osówce (12.2011)

Poniemieckie sztolnie z czasów II wojny światowej dzielą się zasadniczo na dwa rodzaje:  Pierwsze: znane, zbadane, udostępnione do zwiedzania, z przewodnikiem, za raczkę… i drugie, które stoją na uboczu, uznane za zbyt niebezpieczne, przez to nieudostępnione, często nie do końca zbadane i poznane, bardzo niebezpieczne i a ich zwiedzanie na własną rękę może skończyć się tragicznie. W moim życiu zwiedzałem już różne podziemne kompleksy, bunkry, grobowce, świątynie, sztolnie, kopalnie, jaskinie, itp. przy tym prawie zawsze był przewodnik, było ciekawie, jednak brakowało mi tego ryzyka, tego dreszczu niepewności, więc postanowiłem to nadrobić i zwiedzić to, co do zwiedzania normalnie dostępne nie jest…

JA - wchodząc przez szczelinę do "dzikiej" sztolni nr. 3 w Osówce (12.2011)

Gdyby ktoś mnie zapytał dlaczego właściwie to robię, to odpowiedziałbym, że z tego samego powodu dla którego ludzie skaczą na bungee – adrenalina. Jest jednak różnica: skok na bungee trwa zaledwie kilka sekund, i tylko przez ten czas twój organizm wytwarza ją w iście apokaliptycznych ilościach. W sztolni zwykle przebywasz znacznie dłużej, minuty, godziny.. kiedy na bungee pójdzie coś nie tak twoje życie zakończy się w ułamku sekundy – i po sprawie, po prostu się roztrzaskasz. W sztolni jeżeli cię przysypie obwał lub odetnie drogę powrotu, czeka cię bardzo długa i powolna śmierć w niewyobrażalnych męczarniach.. tam nie ma możliwości wezwania pomocy (brak zasięgu), NIKT ci nie pomoże.

wejście do sztolni nr. 1 w Gontowej (12.2011)

Przedstawię Wam teraz dwie (moim zdaniem najciekawsze) dzikie sztolnie, uznane za najbardziej niebezpieczne jakie znajdują się w Górach Sowich. Dodam, że zwiedzając je, mieliśmy niekompletny sprzęt, co dodatkowo podnosiło nasze ryzyko.. Brakowało nam detektorów gazów, tlenomierzy oraz kasków na głowę. Nie muszę chyba wspominać jakie konsekwencje stanowi np. bezzapachowy podziemny CH4, CO i CO2 (cichy zabójca) oraz strefy beztlenowe (to już pewna śmierć). A mimo to poszliśmy…

JA - w korytarzu sztolni nr.1 w Gontowej, jedyny bezpieczny odcinek tej sztolni..

O ile dzikie sztolnie w Soboniu i Osówce (sztolnia nr.3) wydają się względnie bezpieczne, te w górze Gontowa już nie. Tam nie było bezpiecznie 12 lat temu kiedy byłem tam po raz ostatni, a obecnie to możecie sobie wyobrazić co się musi tam dziać skoro trzecie wejście zniknęło z powierzchni ziemi… Gontowa chce urwać jaja nawet najbardziej twardym eksploratorom, a mowa tu o dwóch dzikich sztolniach znajdujących się w jej wnętrzu, biegnących w kierunku pd.-zach, których wloty leżą na wysokości około 640 m n.p.m. W ich wnętrzu przy każdym kroku ściany obsypują się tworząc obwały, sterty gruzu, kamieni i głazów, które z kolei zalegają korytarz (nie rzadko na długość kilku metrów, a niekiedy więcej) i tym samym skutecznie utrudniając swobodne poruszanie się lub całkowicie je uniemożliwiając. Sklepienia sztolni (zwłaszcza nr.2) są mocno spękane, liczne obwisy, obsunięcia, załomy i zawały, słowem: adrenalina tryska uszami i wyłazi wszystkimi porami skóry kiedy się tam jest (to jest jak jeden wielki rollecoster z tą różnicą, że “jazda” nie twa kilka sekund a znacznie dłużej.,.)

JA - w sztolni nr. 1 w Gontowej, pokonując pierwszy obwał

Kompleks sztolni w Gontowej to miejsce mające bardzo złą opinię, wchodzą tam mężczyźni z jajami, ale często wychodzą z niej jak dziewczynki z przerażeniem w oczach mając na ustach wypisane „ja dalej nie idę”. Jak się okazuje zwykły kawałek góry z wykopaną w niej jaskinią weryfikuje wszelkich „twardzieli”. Pierwszego dnia miało iść ze mną pięciu, poszło dwóch.. z czego jeden gdy tylko doszedł do tego dużego obwału (patrz.foto poniżej) przez który trzeba się było przeciskać pod sklepieniem, to zrobił się blady jak kreda, a oczy natychmiast powiększyły mu się trzykrotnie.. zaczął dygodać na całym ciele jakby opętał go jakiś duch, który właśnie zaatakował mu gardło, przez co ledwo wybełkotał to co już było dla mnie jasne.., że dalej nie idzie. Chcesz wiedzieć czy twój kolega to faktycznie kozak ? poślij go do Gontowej, niech sobie nawet weźmie swoim dyskotekowym zwyczajem kilka łyków odwagi z butelki, to jak już wiem, i tak nic nie da.. (trzeźwieją tam natychmiast, strach jest silniejszy). Sztolnia nr. 2 w Gontowej jest jak tester, jak wykrywacz kłamstw. Nagle okazuje się kto ma jaja a kto tylko nauczył się udawać, że je ma.

JA - w sztolni nr.2 w Gontowej, pod dużym obwałem

Większość sztolni wykuto w gnejsie prekambryjskim, który jest mocno odporny na wietrzenie i erozje co z kolei czyni go jedną z najtwardszych skał. Wyjątkiem jest właśnie kompleks Gontowa, który jest w bardzo miękkim piaskowcu (nasiąka łatwo wodą i kruszy się jak babki z piasku). Niemcy szybko porzucili prace nad tymi sztolniami, idąc po rozum do głowy.. Obecnie oba wejścia są zakratowane (jednak da się przejść) , jeżeli ktoś ma ochotę doświadczyć jakie to uczucie kiedy poziom adrenaliny sięga w organizmie zenitu i wylewa się z niego wiadrami to wystarczy się tam zapuścić (sztolnia 1 i 2), wcześniej mimo wszystko radzę się nad tym sześć razy zastanowić…

Osówka 3 (sztolnia odwadniająca – niedostępna do zwiedzania)

JA - w niedostępnej sztolni nr.3 (odwadniająca) w Osówce (12.2011)

Panuje błędna opinia (zapewne autorstwa tych, którzy bali się tam zapuścić dalej), że dzika sztolnia nr. 3 w Osówce kończy się prostopadle do zbudowanej wewnątrz żelbetonowej „tamy” utrzymującej poziom wody w sztolni – a to jest nie prawda ! Można iść dalej, z tą różnicą, że o ile droga od wejścia do samej tamy jest całkiem drożna to dalej już (za tamą) od linii prostej zaczyna wiać prawdziwym hardcorem… Sztolnia jest czesciwo wyszalowana, tyle, że tak zbutwiałymi belkami, że wystarczy na nie plunąć by się rozsypały.. reszta jest w stanie surowym. Dno sztolni jest bardzo nierównomierne, dużo zalegających łupków odpadłych od sklepienia i ścian bocznych, oraz zmurszałych zatopionych szalunków, między którymi tworzą się dość niespodziewanie głębokie szczeliny, dziury i wykroty – to wszystko sprawia, że poruszanie sie tam jest niezwykle uciążliwe i mozolne.

JA - w najdalszych zakątkach sztolni nr. 3 w Osówce (12.2011)

Do tego dochodzi lodowata woda z której po zmąceniu wydobywa się wyraźnie wyczuwalny trujący zapach siarkowodoru (H2S) świadczący o jego obecności (choć nie w tak dużym stężeniu, zwłaszcza w początkowych partiach sztolni gdzie istnieje jeszcze jako taki przepływ powietrza). Kolejnym nieporozumieniem jest opinia, że sztolnia jest bezpieczna bo jest wykuta w twardej skale (gnejs prekambryjski) – bzdury. Jest przede wszystkim mocno zbutwiała, i jej fragmenty odchodzą od sklepienia i ścian bocznych całymi płatami, gdzie by nie dotknąć tam się sypie. Ogólnie cała sztolnia butwieje i nie zdziwię się jeżeli za jakiś czas usłyszę o jej całkowitym samoistnym zawaleniu się.

Generalnie polecam obie te sztolnie (Gontowa, Osówka-3) dla ludzi mających naprawdę stalowe nerwy i rządnych prawdziwych ekstremalnych wrażeń, których się już nie zapomina.

Autor: Paweł Jeżewski

5 odpowiedzi na „W podziemiach…

  1. X pisze:

    Znam sztolnie w gontowej z opowiadan kolegow ktorzy tam byli i zaden z nich nie poszedl tam wiecej. To o czyms swiadczy. Ze slyszenia tez wiem ze sztolnia ta jest bardzo ale to bardzo niebezpieczna. Podobno znajduje sie w niej ogromna hala w ktorej niemcy na koniec wojny rozstrzelali jencow ktorzy pracowali przy jej budowie i ktorzy cos wiedzieli. Niemcy cos ukryli w tej gorze dlatego wybrali wlasnie ja ze wzgledu na rodzaj slabego piaskowca. Gora miala chronic jakas tajemnice, o ktorej sie chyba nigdy juz nie dowiemy. Odradzam wchodzenie tam, ostatni raz bylem przy sztolniach jakies 2 lata temu, az ciarki przechodza jak sie widzi te zakratowane wejscia i coraz bardziej osowajace sie na nie skaly miekkiego piaskowca

  2. Księgowy pisze:

    Witam po dłuższej przerwie. Niestety złamałem rękę i nie mogłem nic tutaj naskrobać. Nasz region, Dolny Śląsk obfituje w wiele takich budowli. Mówi się nawet o tym, iż Dolny Śląsk to jedno wielkie podziemie, ponieważ prawie każde miasto i miasteczko ma w sobie jakieś tajemnice z czasów III Rzeszy. Do największej z tajemnic naszego regionu niewątpliwie należy projekt Riese, czyli system podziemi, drążonych w górach Sowich, kosztem tysięcy więźniów, jeńców wojennych i robotników przymusowych. W zasadzie nic o tym projekcie nie wiemy. Oficjalnie mówi się o kwaterze głównej Hitlera, o fabryce zbrojeniowej lub ewentualnie o tajnych laboratoriach. Tak naprawdę są to jedynie domysły. Hipotez jest tyle, ilu jest badaczy i dopóki nie zostaną odtajnione tajne archiwa w Berlinie, albo dopóki ktoś nie odnajdzie właściwych podziemi, dopóty Riese zostanie jedną z największych tajemnic III Rzeszy. Bo niemal nie ulega wątpliwości że to co widzimy na dzień dzisiejszy to garstka tego, czego Niemcy tu zbudowali. Włodarz, Osówka, Rzeczka, Soboń, Gontowa, Jawornik, Ludwikowice Kłodzkie i kilkaset metrów podziemi zamku Książ to zaledwie jakieś 30-40% tego co widzieli świadkowie tamtych wydarzeń. Tunele te są prawie w stanie surowym i widać tam wyraźnie, że praca nie została dokończona. Tymczasem świadkowie, którzy tam pracowali są przekonani że obiekty w których prowadzili prace były całkowicie dokończone, obetonowane i wjeżdżały w nie ciężarówki. Mówią, że w górach Sowich istnieje jeszcze jeden tajny kompleks, całkowicie wykończony, obetonowany, z halami i wjazdami tak dużymi, że wjeżdżały tam jakieś ciężarówki. Ma on się znajdować we wnętrzu Małej i Wielkiej Sowy. Niemcy urządzili na szczycie wielkiej Sowy prowizoryczne lotnisko. Podobno w ostatnich dniach wojny przy wlotach tunelów Małej i Wielkiej Sowy było słychać jeszcze pracujące maszyny, co oznaczało, że mogła tam już trwać produkcja. Tylko produkcja czego? Tego nie wiemy. Mówi się nawet o tajemniczej cudownej broni, m.in. o tzw. Foo Fighters i o Dzwonie, czyli dyskoidalnych myśliwcach z napędem antygrawitacyjnym. Zostawię jednak takie bajki dzieciom. Jeśli mamy spojrzeć realnie, to Niemcy owszem pracowali nad cudowną bronią, ale była nią nic innego jak pożądana przez wszystkie mocarstwa na świecie, bomba atomowa. I najpewniej to właśnie nad nią pracowano w Riese, przy okazji tworząc na dużą skalę broń konwencjonalną. Niech przykładem będzie tutaj fakt że w Głuszycy, blisko Osówki znajduję się do dziś nieodnaleziona podziemna fabryka, która produkowała części do pierwszego odrzutowego myśliwca Messerschimtt Me 262, a w Ludwikowicach Kłodzkich we wnętrzu góry Włodyka istniała fabryka zbrojeniowa Dynamit Nobel AG, do dziś również nieodnaleziona. Znamy jedynie jej infrastrukturę naziemną, czyli magazyny na materiały wybuchowe, baraki pracowników i bunkry nieznanego pochodzenia. Ciekawostką jest to że firma Dynamit Nobel AG produkowała prawdopodobnie kordyt, materiał wybuchowy do robót górniczych dla projektu Riese. Wg niektórych ekspertów Włodyka łączy się z Gontową, a ta dalej z całym Riese. A sztolnie, które widzimy na dzień dzisiejszy? Możliwe iż widzimy zaledwie magazyny w fazie budowy dla właściwego obiektu dotąd nieodkrytego. Szybko możemy się połapać w obliczeniach. Specjaliści twierdzą że w każdej sztolni prace posuwały się naprzód z prędkością 5m na dzień. Oficjalnie prace miały trwać od 1943 roku, nieoficjalnie mówi się o 1940 roku. Są głosy nawet o 1937 roku, a więc na dwa lata przed wojną. Jeśli to by się okazało faktem, to oczywistym jest, że siłą rzeczy Niemcy musieli wybudować w górach Sowich znacznie więcej obiektów i je po prostu zamaskować. A to co zostawili odkryte było jedynie dla Rosjan i Polaków przynętą, by zachwycić się nad tymi nieukończonymi sztolniami, a przeoczyć te właściwe i wykończone obiekty. Zwiedzanie tych obiektów jest niesamowicie interesujące. Obiekty udostępnione do zwiedzania z przewodnikami najlepiej zwiedzić z przymrożeniem oka na opowieści tychże przewodników. Dlaczego? Dlatego że najczęściej przewodnicy gadają oklepane regułki o kwaterze głównej i o fabryce zbrojeniowej. Nie ma nic lepszego, jak zainteresowanie się tym tematem na własną rękę. Zwiedzanie dzikich sztolni Riese, takich jak wspomniana przez autora sztolnia nr 3 w Osówce, czy sztolnia nr 1 i 2 w Gontowej to sama przyjemność. Jednak tu od razu podkreślam że każdy robi to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność. Sztolnie te (przede wszystkim Gontowa) są w opłakanym stanie. Przede wszystkim należałoby się zaopatrzyć w odpowiedni sprzęt. Kaski, wodery, dobra latarka, ciepła odzież, zapasowe baterie i ktoś na zewnątrz, kto w razie czego wezwie pomoc, to absolutne minimum. Szacun dla autora że zapuścił się do Gontowej z tak słabym wyposażeniem. Sam mam w planach odwiedzenie tych obiektów. Z pewnością nie jest to wycieczka dla małych dzieci, ale jest nieporównywalnie lepsza od biernego zwiedzania udostępnionych kompleksów z przewodnikami, którzy opowiadają historie nie z tej ziemi w celu zwiększenia atrakcyjności oferty. Na koniec dodam coś o takiej pseudo „atrakcji” w kompleksie Rzeczka. Wchodząc do sztolni, dochodzimy do obetonowanej hali, w której Panowie przewodnicy gaszą światła i mówią nam że zaraz przeżyjemy symulację ataku bombowego w górach Sowich. Nagle w tle słyszymy syreny, w tle słychać niemiecki komunikat typu”Achtung Achtung”, po czym zapalają się czerwone światła jakbyśmy byli we wnętrzu łodzi podwodnej. Słyszymy nadlatujące myśliwce, uderzenia bomb, krzyki niemieckich żołnierzy. Gasną światła, maszyna puszcza dym po czym rozlegają się eksplozje z migającym światłem. Większość ludzi jest pod wrażeniem, ale jeśli ktoś pomyśli logicznie, to szybko zorientuje się, że gdyby naloty były prawdziwe, to Pan przewodnik zgasił by światła, po czym po prostu musielibyśmy postać chwilę w absolutnej ciszy. Nad nami bowiem jest od 40 do 70 metrów skały. Nie usłyszeli byśmy nic, a tym bardziej nic byśmy nie zobaczyli. Polecam natomiast obejrzeć w Rzeczce symulację pracy więźniów w tych kompleksach. Daje wiele do myślenia. Wchodząc do tych sztolni podziwiamy je, nie zdając sobie sprawy za jaką cenę zostały zbudowane. Ogólnie fantastyczny temat na bloga. Pozdrawiam wszystkich!

    http://www.eksplorator-blog.pl

  3. Księgowy pisze:

    Muszę przeprosić. W mojej wypowiedzi wkradł się błąd. Materiał wybuchowy jaki Niemcy wykorzystywali do drążenia tuneli to oczywiście nie kordyt, tylko donarit.

    Przy okazji mam pytanie do komentującego powyżej „X”. W jaki sposób, i czy w ogóle można się jakoś z Tobą skontaktować? Chodzi mi o Twoją wiedzę na temat Gontowej. To co napisałeś brzmi bardzo ciekawie. Chciałbym żebyś przybliżył mi nieco więcej informacji na ten temat.

    http://www.eksplorator-blog.pl

  4. pat pisze:

    Bardzo interesujący temat. Przypuszcza się, że klucz do rozwiązania najwiekszej zagadki gór Sowich, Rise skrywają podziemia w górze Soboń. Do tej pory udało sie zlokalizowac jedynie kilka wejść oraz zespół niewiele mówiących obiektów naziemnych pozostałych po II Wojnie Światowej. Widzialem kiedyś program w TV poświęcony tej tematyce. Sztolnie wymienione przez autora tez bardzo ciekawe i z opisu i zdięc wynika, ze rownie bardzo niebezpieczne. Moja uwage szczegulnie przykuł H2S, bo pamietam jak spowodował kiedys w KWK wielka tragedie. Kilku gorników udało sie wyciagnac zywych na powierzchnie, ale wdychany przez nich siarkowodor spowodował zbyt duze zniszczenia w górnych i dolnych partiach drog oddechowych, przezarł wszystko i nie potrafili już im tego posklejac do kupy bo wszystko sie rozpadało, płuca, oskrzela, drogi odechowe. w rezultacie czego zmarli po kilku dniach w szpitalu cierpiac bardzo do samego konca. Dobrze jest znac podstawy, przykładowo nalezy wiedziec ze dopuszczalne sterzenie metanu wynosi 2%, CO2 1 % Dla własnego bezpieczenstwa warto zaopatrzec sie wiec w podstawowa aparature kontrolno-pomiarowa i z niej korzystac

    powodzenia

  5. Jasio pisze:

    masz kolego jaja nie powiem, brawo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *