Gran Paradiso

Ja z kolegami tuż pod szczytem Gran Paradis (4061 m.n.p.m), Włochy - 2013 r

Ja z kolegami tuż pod szczytem Gran Paradiso (4061 m.n.p.m), Włochy – 2013 r

Gran Paradiso (4061 m.n.p.m.) to góra na której szczyt wszedłem w ramach aklimatyzacji wysokościowej na dwa dni przed moją wyprawą na Mont Blanc (4810 m.n.p.m) w czerwcu 2013 r. Chcę parę słów tu napisać o niej bo często spotykam się z jej lekceważeniem u początkujących turystów wysokogórskich, którzy tam jeszcze nie byli ! Mam nadzieję, że natrafią na ten artykuł przeglądając internet i wyciągną odpowiednie wnioski zanim tam się wybiorą.

Właśnie schodzę ze szczytu (w tle widać figurkę na szczycie) - Gran Paradiso (Włochy - 2013)

Właśnie schodzę ze szczytu (w tle widać figurkę na szczycie) – Gran Paradiso (Włochy – 2013)

Gran Paradiso (najwyższy szczyt Włoch) nie jest górą łatwą ani technicznie ani wytrzymałościowo – dla osoby niedoświadczonej i niedostatecznie przygotowanej (zwłaszcza). Po pierwsze do czynienia mamy z dosyć dużą deniwelacją, po drugie góra jest wredna pod względem wiatru (podczas ataku szczytowego wchodzi się po uporczywym lodowo śnieżnym stoku zupełnie odsłoniętym od strony nawietrznej – skutkiem tego momentami wieje tam tak, że łeb chce urwać (bez grama przesady). To bardzo hamuje nasz marsz do góry. Szczeliny lodowe tak naprawdę na Gran Paradiso występują (a jakże !), co prawda są znacznie mniejsze przekrojowo i płytsze niż np. te które występują na Mont Blanc, ale na tyle niebezpieczne, że podczas schodzenia niezauważona wcześniej może wyłamać nogę gdy się do niej wpadnie.

Podczas wchodzenia na szczyt (a do szczytu jeszcze daleko) - Gran Paradiso (2013 rok) - fot. Paweł J.

Podczas wchodzenia na szczyt (a do szczytu jeszcze daleko) – Gran Paradiso (2013 rok) – fot. Paweł J.

Na Gran Paradiso trzeba być przygotowanym kondycyjnie i mieć silne nogi, inaczej wyprawa skończy się w połowie góry. Jakiś komfort zapewni nocleg w Emanuella II (schronisko) przed atakiem szczytowym. My niestety byliśmy zmuszeni spać 200 m deniwelacji wyżej na lodowcu bo organizatorzy (brawo organizatorzy !) nie zadbali o zakwaterowanie (jak się „okazało” nie było wolnych miejsc.. – bez komentarza). Spaliśmy w namiotach campingowych praktycznie na zmrożonym śniegu (ja – bo nie miałem wtedy karimaty, tę kupiłem dopiero będąc w Chamonix. Po co mi wcześniej potrzebna miała być karimata, przecież mieliśmy spać w schronisku..). Jakoś przespałem (?) kilka godzin (może 4), kiedy położyłem się na.. swoim plecaku, żeby dodatkowo odizolować się od lodowatego podłoża (gdyż sam śpiwór nie wystarczał). Przypomniał mi się wtedy zimowy survival leśny z 2012 roku, i osobnik omega, który w panice, że zmarznie (dosłownie !) nie poszedł. Wyobraziłem go wtedy sobie leżąc w namiocie na lodowcu Gran Paradiso, że ten osobnik znalazł się w tej kiepskiej sytuacji co ja.. Jestem pewien, że zapaskudził by cały namiot (domyślcie się czym..) walił by nie kucając gdzie popadnie drąc się przy tym w niebo głosy „nie damy rady !! no niee daaamy ..!!!”. Trzeba było by wzywać helikopter i go stamtąd zabrać (może to i dobrze bo na szczyt i tak by nigdy nie wszedł).

Kopiemy miejsca pod namioty na Grand Paradiso (06.2013 r)

Kopiemy miejsca pod namioty na Grand Paradiso (06.2013 r)

Obozowisko gotowe ;-) (Gran Paradiso 2013)

Obozowisko gotowe 😉 (Gran Paradiso 2013)

Pogodę na Gran Paradiso mieliśmy b. ładną, błękitne niebo, ale wiał oczywiście silny wiatr i było b.mroźno (typowe na lodowcach). Najtrudniejszy odcinek zaczyna się jednak na pod samym szczytem i tu trzeba być szczególnie ostrożnym. W tym miejscu trzeba się wspinać po b. ostrych kruchych skałach w dodatku oblodzonych (cały czas mamy na sobie raki !), oczywiście w asekuracji lotnej (bardziej mi to przeszkadzało niż pomagało, ale to szczegół.. ). a stopami przechodzimy oblodzony rantem skały szerokim na.. szerokość stopy. To jeszcze nic, w tym miejscu ja mijałem się z Hiszpanem (uparł się przejść), on miał swoją linę do poręczowania a ja swoją.. skutkiem czego te liny po chwili tam zaczęły się nam plątać, a my nad niezłą przepaścią. Cud chyba, że żaden z nas tam wtedy nie poleciał. Niebezpiecznie było ale takie przygody się pamięta później do końca życia i to jest fajne.

JA z kolegami na szczycie obok figurki (Gran Paradiso - 2013 rok)

JA z kolegami na szczycie obok figurki (Gran Paradiso – 2013 rok)

Figurka na samym szczycie jest wykonana z jakiegoś sztucznego tworzywa, dotykałem jej i na moje oko solidnie wykonana, trzyma się naprawdę nieźle. Z tego miejsca rozpościera się piękny widok na całe Alpy. Tu polecam krótki film z Gran Paradiso, żebyście mogli zobaczyć co Was czeka jeżeli się z tym cztero-tysięcznikiem spróbujecie zmierzyć. Film zrobiła ekipa, która zdobywała szczyt w maju. Wielkie brawa ode mnie bo ja tam byłem i wiem przez co przeszli by wejść na szczyt.   http://www.youtube.com/watch?v=G1EGJUw8BYA

Widok szczytu Gran Paradiso ;)

Widok szczytu Gran Paradiso 😉

Autor: Paweł Jeżewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *