W Himalajach – cz.1

JA na szczycie Kalapathar (5550 m.n.p.m.) w Himalajach. W tle 7-tysięcznik PUMORI (7165 m)

JA na szczycie Kalapathar (5550 m.n.p.m.) w Himalajach. W tle 7-tysięcznik PUMORI (7165 m)

Właśnie wróciłem z Himalajów. Mój pierwszy wyjazd w te góry i pięknie zakończony sukcesem – wszedłem na szczyt Kalapathar (5550 m.n.p.m.) dopisując tym samym kolejny 5-tysięcznik na swoje konto (wcześniej Elbrus i Klilimandżaro – przyp.) – taki był cel główny tego wyjazdu – „zdobyć” Kalapathar. Z tego szczytu rozpościera się przepiękny widok na Mount Everest zwłaszcza przy ładnej pogodzie (mieliśmy 100% pięknej pogody przez cały czas). Trochę inaczej się czułem niż dotychczas bo do tej pory gdy zdobywałem szczyty np. danego kraju lub kontynentu za każdym razem kiedy stałem na wierzchołku to powyżej do koła nie było już nic, żadnej wyższej góry na którą można było by wejść. Tym razem było inaczej, stałem na szczycie Kalapathar a do koła górowały 7-dmio i 8-tysięczniki (np. na zdjęciu z boku za szczytem Kalaphatar widać 7-tysięcznik w tle Pumori 7234 m.n.p.m.). Na -7tysięczniki i 8tysięczniki póki co porywał się na pewno nie będę.
w Himalajach (11.2014)

w Himalajach (11.2014)

Nasza wyprawa miała miejsce w rejonie Everestu (tzw. Everest Base Camp, choć do samej bazy głównej wbrew wcześniejszym założeniom przed wyjazdem, nie poszliśmy. Plan uległ zmianie już w pierwszy dzień pobytu w Kathmandu. Fakt taki, że nie było sensu w tak ładną pogodę tam iść, kupa kamieni i żadnego namiotu bo o tej porze nie szykowała się żadna wyprawa na szczyt świata).

Z Kathmandu polecieliśmy do Lukli małym samolotem, tam… czekało na nas najbardziej niebezpieczne lotnisko na świecie, o którym mówi się, że jeżeli uda się bezpiecznie tam wylądować to zdobycie samego Everestu jest już tylko formalnością (moim zdaniem to gruba przesada). Link: http://turystyka.wp.pl/kat,1036543,title,Lukla-najbardziej-niebezpieczne-lotnisko-swiata,wid,15580668,wiadomosc.html?ticaid=113c02

Na lotnisku w Lukli (11.2014) - Himalaje

Na lotnisku w Lukli (11.2014) – Himalaje

Lot dostarczył nam wiele emocji, lotnisko jest naprawdę niebezpieczne i budzi grozę. Z Lukli rozpoczął się nasz trekking (niezła nazwa, kiedy tak naprawdę już po kilku dniach tego „trekkingu” miało się wrażenie, że można odjechać ze zmęczenia na tamten świat..), ciągłe przewyższenia, doliny, zejścia wejścia, podejścia i tak w kółko. Towarzyszyły temu wioski Nepalskie, piękne widoki, mosty linowe nad przepaściami i rwącymi rzekami, i .. wciąż te niezliczone metry deniwelacji do pokonania. Z każdym kończącym się dniem nocowaliśmy coraz wyżej i wyżej. Nie miałem dolegliwości wysokościowych czego nie mogę powiedzieć o wszystkich członkach zespołu ale o tym za chwilę. Podobało mi się bardzo Namche Bazar – miejscowość rozwinięta na trasie trekkingu pod Mount Everestem. Jej rdzennymi mieszkańcami są Szerpowie. Niesamowity klimat. Ludzie piorę tam w strumieniach na drewnianych tarkach, palą w piecach wysuszonym łajnem jaków (bydło miejscowe w stylu krowy) co z resztą ma miejsce również w innych wioskach. Itp.
Przed wejściem do Namche Bazar

Przed wejściem do Namche Bazar

Dalej było już tylko trudniej (wyżej), zimniej.. roślinność znikała i stawało się coraz bardziej skaliście i stromo. Ostatecznie spałem (dosłownie !) na wysokości ok. 4900 m.n.p.m. (czyli wyżej niż dach Europy ! Mount Blanc ma 4810 m.n.p.m.) w Lobuche. To była ostatnia nasza baza wypadowa przed atakiem na szczyt Kalapathar. Sny tej nocy miałem niezłe… gorzej z saturacją krwi. Badania medyczne, które mieliśmy robione kolejno przed atakiem szczytowym pokazały, że zła saturacja krwi u mnie która miała miejsce na Klilimandżaro to nie był przypadek ! Tym razem również miałem w dolnej granicy (choć tragedii jeszcze nie było). Mój organizm po prostu wolniej się aklimatyzuje – taki prosty wniosek.

Schronisko Gorakschep - HIMALAJE

Schronisko Gorakschep – HIMALAJE

Ciekawostką jest to, że podczas ataku szczytowego na naszej drodze było jeszcze jedno schronisko – Gorakhsep – na wys. 5180 m.n.p.m. (sic. Jak można tam spać ?!) wdepnęliśmy tam na łyk herbaty. Następnie była już przed nami tylko droga na szczyt. Tu choroba wysokościowa wycięła nam kolejnych uczestników wyprawy. Ostatecznie kilka osób nie weszło na szczyt. Ja wszedłem, ale nie poszło gładko jak na Kilimandżaro i Elbrus. Czegoś mi brakowało, kondycji. Kalaphatar do tego obnażył moje wszystkie pozostałe słabości. Nie umiem dobrze prawidłowo oddychać na wys. powyżej 5300 m.n.p.m. , nie kontroluję tempa, gubiłem rytm, ostatecznie wszedłem tam bo się zawziąłem, ale uczciwie przyznaję, że to była walka (wewnętrzna). Złapałem jakieś głupie kilogramy od ostatniego wyjazdu, których nie zgubiłem do tej pory bo byłem zbyt ufny i pewny w swoją siłę (nogi i kondycja) i nie sądziłem, że Kalaphatar da mi aż tak popalić.

W Himalajach (11.2014)

W Himalajach (11.2014)

Kolejna wyprawa górska już przede mną, a góra będzie wyższa i znacznie trudniejsza niż Kalaphatar w Himalajach. Na pewno dam z siebie wszystko.

Poniżej kilka zdjęć (tak na chybcika wstawiłem, później dodam znacznie więcej do ALBUMU i Galerii).

Przy czortenie Kukuczki - Himalaje (11.2014)

Przy czortenie Kukuczki – Himalaje (11.2014)


W jednej z wiosek w Himlajach

W jednej z wiosek w Himlajach


Na moście linowym - Himalaje (11.2014)

Na moście linowym – Himalaje (11.2014)


Nad Nsmche Bazar

Nad Nsmche Bazar


Odlatujemy z Lukli (Himaleje 2014)

Odlatujemy z Lukli (Himaleje 2014)


w Kathmandu (11.2014)

w Kathmandu (11.2014)


I na koniec zimne piwko Everest hehe

I na koniec zimne piwko Everest hehe

Autor: Paweł Jeżewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *