Osówka – Uskok

Pierwszy raz pojechałem zwiedzać podziemia Osowki jak byłem dzieckiem. Było to zaraz po otwarciu trasy komercyjnej. Uskok nie był jeszcze zasypany tak jak dziś. Była w tym miejscu tzw. „kurza drabinka” (po której się wchodziło). Jeżeli dobrze pamiętam to przewodnik jęczał tam, że nikt nie chce dać pieniędzy na przekopanie tego gruzowiska (czy coś w tym stylu..). Stała w pobliżu puszka i można było wrzucać pieniądze (na ten cel ?). Pokazywał wodę, która wpływa i wsiąka w gruzowisko w uskoku. Nie interesowało mnie to wtedy w ogóle, w każdym razie zapamiętałem, że wody było jak na lekarstwo i nic tam nie wsiąkało tylko spływało po tych głazach.

Przewodnik pokazywał miejsca gdzie były robione odwierty, jęczał, że były zrobione w złym miejscu i pokazywał turystom w którym jego zdaniem konkretnie miejscu powinno być zatopione w spągu wiertło wiertnicy.

Tak wg.mnie wygląda sprawa tzw. uskoku (po usunięciu zawaliska) - rys. Paweł J.

Tak wg.mnie wygląda sprawa tzw. uskoku (po usunięciu zawaliska) – rys. Paweł J.

Ukok nigdy nie został przekopany. Robiono tam w sumie sześć odwiertów (z tego co wiem). Wiercono z góry z poziomu sztolni nr 1 pod kątem bo się „okazało”, że wiertnica była za długa i nie można jej było tam ustawić bardziej do pionu, skutkiem czego nie przewiercała potencjalnej sztolni, która rzekomo miała znajdować się poniżej. Pytanie dlaczego żaden z obecnych tam wówczas mózgów nie wpadł na pomysł, by robić odwiert z poziomu sztolni nr 2. Mam na myśli odwiert poziomy. Przecież takie odwierty się robi ! Ba, dlaczego do dziasiaj nikt nie zrobił tam odwiertu poziomego jest zagadką taką samą jak uskok (odpowiedź widzę wspólną: nie ma tam żadnych dalej podziemi i zapewne to jest dla wielu jasne, ale „zagadki przyciągają”, choć ja osobiście jako pasjonat faktów historycznych uważam, że to powinno być pokazane od A do Z , zagadki należy rozwiązywać a nie je mnożyć).

Teraz mamy taką sytuację, że nie brakuje osób, które uważają, iż za uskokiem są podziemia wszelakie. Są wśród nich tacy, którzy twierdzą, że tam nawet chodzili: widzieli kręte betonowe schody, betonowe hale, jakieś przyciski do windy itd. itp. pierdoły. Jakby tego było mało sporo już nabajdużono na ten temat w litaraturze. Zabawna prawidłowość: jak jest jakieś zagadkowe miejsce to zaraz jest to wykorzystane „odpowiednio” w literaturze (pewnie dlatego, że mity dobrze się sprzedają). Tylko co będzie jak ten uskok wkońcu tam przekopią i się okaże, że nic za nim nie ma.. Myślicie, że ci co bzdury w literaturze wypisywali do tej pory, będą się jakoś z tego tłumaczyć ? Nikt się nie będzie tłumaczył. Zobaczcie dla przykładu jak to było z piątą sztolnią we Włodarzu i planem labolatorium itd. itp. Ja to odebrałem jak robienie czytalnika na miękko.
35fc5da7a6f5ab8ba612e25deab29566
Można też odszukać tych, którzy stoją w cieniu i piją tanie wina, aż im zwieracze puszczają, i wypytać (jak sądzę za „jabola” z pocałowaniem ręki opowiedzą o tym jak się sprawy z uskokiem miały gdy jeszcze nie powstała tam trasa komercyjna) dla pewnego sprawdzenia.. porównania. Ja oczywiście rozumiem jeżeli ktoś uzna, że poniżej wszelkiej godności są takie „źródła” informacji (tez bym się nigdy nie zniżył..), ale taka możliwość istnieje. Wszak oni znają teren bardzo dobrze – tego negować nie można – nie jeden złom tam wykopali i nie jedną budelkę po „jabolu” zostawili. Pewnie wierzą, że tam są dalej za uskokiem podziemia, a w nich skarby…

Nad uskokiem w Osówce (sztolnia nr 1) fot. Paweł J.

Nad uskokiem w Osówce (sztolnia nr 1) – fot. Paweł J.

Ja nigdy nie byłem w tych sztolniach wcześniej zanim nastała tam komercja, widziałem jednak sporo zdjęć z tego okresu (niestety nie mam zgody by publikować je w internecie) i aż łezka mi się w oku kręci gdy je oglądam. Teraz w porównaniu absolutnie mi się tam nie podoba: jakieś łódki do pływania porobili (troche mi to przypomina lunapark), uskok już całkowicie zasypany, nie można zwiedzać do woli całości a jedynie mały fragment przewidziany na trasę turystyczną w dodatku z etatowym przewodnikiem (który wg mnie opowiada pierdoły). Nie można tam poprzebywać odpowiednio długo by coś pomierzyć, posprawdzać, nie mówiąc już o jakiś konkretnych badaniach. Nawet za dużo czasu na dobre fotografie nie ma, z resztą nie ten klimat już co zwyczajne dzikie nie przystosowane komercyjnie podziemia.

Niech się więc nikt mi nie dziwi, gdy mówię, że jakbym wiedział gdzie są jakieś nieznane do tej pory sztolnie w „Riese” to próbowałbym się tam dostać i byłoby bez znaczenia czy by mi się to udało czy nie, nigdy nie powiedziałbym o nich nikomu poza osobami, do których mam absolutne zaufanie.

Załóżmy, że dzisiaj po raz pierwszy wszedłem do nieznanych podziemi w „Riese” to zapewniam, że jutro byłby taki sam dzień jak dwa dni wcześniej. Nic by się nie zmieniło, nigdzie nie było by o tym głośno.

Autor: Paweł Jeżewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *