Mój zimowy SURVIVAL

Ja - noc spędzona w szałasie w lesie przy ognisku, na silnych mrozach (02.2012)

Ja – noc spędzona w szałasie w lesie na silnych mrozach (02.2012)

Survival to sztuka przetrwania w warunkach ekstremalnych, czyli w takich, w których istnieje realne duże zagrożenie życia – stąd mowa o przetrwaniu. Survival to nie harcerstwo, to nie skauting, to nie biwak. Survival nie jest dla każdego ! Uważa się, że sztuka przetrwania przynależy do grupy zwanej sportami ekstremalnymi, co budzi duże kontrowersje, ze względu na zamknięty charakter, utrudniający śledzenie przebiegu, brak form rywalizacji, a także brak jakichkolwiek formalnych struktur – tego sportem ekstremalnym nazwać nie można.

Zdecydowałem się na jednorazowy survival z takich samych powodów dla których w tym roku skoczę na bungee (195 m – Szwajcaria) – czyli adrenalina, chęć przeżycia niezapomnianej przygody, oraz dodatkowo (w przypadku survivalu) sprawdzian własnych możliwości, panowania nad emocjami, oraz asertywnego myślenia w warunkach ekstremalnych.

Ja - podszas wędrówki w Górach Sowich szukając miejsca na zbudowanie szałasu (02.2012)

Ja – podszas wędrówki w Górach Sowich szukając miejsca na zbudowanie szałasu (02.2012)

Jeżeli ktoś ma wątpliwości czy aby na pewno w tym przypadku warunki były wystarczająco trudne bym mógł nazwać moje spędzenie lutowej nocy w lesie, bez namiotu, bez śpiworu, bez karimaty, bez niczego praktycznie..   survivalem, to przypomnę, że w tym miesiącu (luty) tego roku (2012) zamarzło około 60 osób, a temperatury zewnętrzne dochodziły do -30 ‚ C. Dodam też, że zamarznąć można nie tylko wtedy, kiedy temperatura powietrza spadnie o kilkanaście kresek poniżej zera. Znane są przypadki głębokiej hipotermii nawet w temperaturze kilku stopni powyżej zera ! Warto o tym pamiętać, zwłaszcza, że jako teren survivalu wybraliśmy las położony wysoko w Górach Sowich, z dala od wszelkiej aglomeracji, gdzie wiatry zawsze wieją z większą siłą potęgując odczuwalność zimna. Był to więc najprawdziwszy survival, moja prawdziwa walka o przeżycie, gdzie najprostszym ratunkiem było by wezwanie pomocy lub szybka ewakuacja z tego miejsca. Nie skorzystaliśmy jednak z tych opcji, poradziliśmy sobie inaczej..

Ja - po drodze zdrapywaliśmy do worka zeschniętą żywicę z drzew, idealna zamiast podpałki do ogniska (02.2012)

Ja – po drodze zdrapywaliśmy do worka zeschniętą żywicę z drzew, idealna zamiast podpałki do ogniska (02.2012)

Największe problemy zaczęły się jeszcze zanim na ten survival poszliśmy.. Otóż, jak się okazało ci którzy wcześniej tak ochoczo z entuzjazmem wykazywali chęć doświadczenia tej przygodny i gotowość na jej wyruszenie, wraz z nadejściem silnych mrozów zaczęli dosłownie pękać psychicznie jeden po drugim niczym bańki mydlane.. Miało nas być kilku, jednak przed pójściem każdy z nich po kolei znajdował jakieś wytłumaczenie, że iść nie może. A to z pracy wolnego nie dostał, a to złapała angina, to inny z kolei musi się opiekować chorym dzieckiem.. następnie znowu coś.i tak w kółko. Czas mijał, angina nie mijała, dziecko nie zdrowiało (wyzdrowieje na wiosnę), w pracy pełno roboty i urlopów nie ma, jeden z kolegów to w ogóle przestał odbierać telefony i zapadł się pod ziemie (spokojnie, znajdzie się na wiosnę i na pewno z jakimś wytłumaczeniem). Ręce mi opadły na dwa dni przed wyprawą gdy zostało nas już tylko dwóch, to ten ostatni z członków załogi na którego najbardziej liczyłem poinformował mnie, że paniczny strach przed zamarznięciem lub.. zmarznięciem jest od niego silniejszy.. i nie pójdzie za nic na świecie. Z jednej strony pomyślałem, że teraz to moje szanse na przeżycie stopniały tak, że musze już liczyć tylko na siebie, z drugiej, gdy oczami wyobraźni zobaczyłem, jak on być może dostaje ataku histerii w środku nocy w lesie, wymachując rękoma na wszystkie strony tak, jakby się opędzał od stada wściekłych os, wrzeszcząc i kręcąc przy tym głową na boki z prędkością przy której postronnie można by odnieść wrażenie, że głowa okręca mu się do o koła szyi.. nieeeeeee.. doszedłem wówczas do wniosku, że jednak bardziej rozsądne jest zarówno z jego strony zostać, jak i z mojej, by go na pójście na survival więcej nie namawiać. Nie jest mu wstyd (powiedział mi gdy go o to zapytałem), to normalna reakcja człowieka na zagrożenie – nie każdy potrafi sprostać zadaniu, survival nie jest dla każdego ! Przynajmniej ten otwarcie potrafił przyznać się do strachu a nie wymyślał bajeczek jak tamci… Ostatecznie mogłem iść sam, i poszedłbym, było mi to w zasadzie obojętne (tyle, że nie miałbym tam do kogo rozmawiać), ale na szczęście jeden z moich starych znajomych – były żołnierz piechoty górskiej – wyraził chęć pójścia (nawet przez moment się nie zawahał). Poszliśmy więc we dwóch.

Zabraliśmy ze sobą jedynie: małą łopatkę, toporek, piłkę-nóż, zapałki i.. to wszystko. Wziąłem ze sobą jeszcze termometr i aparat fotograficzny – potrzebne do sporządzenia dokumentacji na bloga.

Ja - rozcięcia podczas wycinania gałęzi świerkowych na budowę szałasu się niestety zdarzają..(02.2012)

Ja – rozcięcia dłoni podczas wycinania gałęzi świerkowych na budowę szałasu się niestety zdarzają..(02.2012)

Naszym priorytetem pozwalającym nam przetrwać, było zbudowanie dwóch szałasów-przybudówek z hybrydowym syberyjskim ogniskiem pomiędzy nimi. Jedynie ta forma ogniska umożliwia spokojny sen przez całą noc, mimo bardzo dużych mrozów. Nazwałem to ognisko „hybrydowym” Sybersyjskim, ponieważ nie jest to już tradycyjna Nodia (ognisko syberyjskie). Nodia sprawdza się dobrze w temp. do –10 ‘C (stosują je myśliwi podczas polowań na Syberii), my potrzebowaliśmy ognisko przy którym prześpimy noc przy temp. znacznie niższej (temp. odczuwalna), bez konieczności częstego podkładania drzewa. Zatem musieliśmy zmodyfikować tę tradycyjną Nodię według własnych potrzeb – stąd ta nasza mała zmiana nazwy.

Jeden z naszych (mój) szałasów z hybrydową syberyską Nodią (ognisko syberyskie) - 02.2012

Jeden z naszych (mój) szałasów z hybrydową Syberyjską Nodią (ognisko Syberyskie) – 02.2012

Złamaliśmy kilka uschniętych, nadpruchniałych i na wpół poprzewracanych od wiatru drzew (głownie brzoza i buk) o niewielkiej średnicy (8-12 cm) i długości blisko 2 metry. Ułożyliśmy je na ziemi i równolegle dosunęliśmy do siebie, jedna do drugiej (wyglądało to w całości jak tratwa na wodę). Dopiero na tym rozpaliliśmy ognisko właściwe (dużo gałęzi, chrustu itp.) które następnie rozciągnęliśmy niemal na całą powierzchnie tej naszej „tratwy”. Kiedy drobne gałęzie się wypaliły i powstał z nich żar w dużej ilości tak, że „tratwa” od góry już się zaczęła palić, wówczas na nią ułożyliśmy kolejną taką „tratwę” z grubych bali, tym razem świerkowych (były to głownie pozostałości po wyrębach leśnych) pomniejszonych liczebnie o jedną z każdej strony. W ten sposób powstało ognisko, które na kształt mogło przypominać zespół równolegle do siebie dosuniętych Nodi (jednak nimi nie było. Nodie są poprzecinane i inna jest też technika ich rozpalania). W ten sposób uzyskaliśmy dwojaki rodzaj spalania paliwa:

1. przeciwprądowy (paliwo spala się od góry grawitacyjnie”, sposób stosowany w kotłach z rusztem warstwowym na paliwo stałe w ciepłowniach)

2. współprądowy (paliwo spala się od spodu zgodnie z kierunkiem ciągu powietrza)

Pierwszy sposób zapewnia wolne długotrwałe spalanie, drugi daje większy płomień i temp. Na naszą mała hybrydę ułożyliśmy w ten sposób jeszcze kolejne trzy warstwy. Ognisko to w ten sposób paliło się prawie całą noc dając nam dużo przyjemnego ciepła.

Szałasy budowaliśmy głównie z gałęzi świerkowych. Nie mieliśmy ze sobą żadnych gwoździ ani sznurków którymi moglibyśmy wykonać łączenia, więc trzeba było kombinować, przeplatać, wycinać widełki, wpinać itd. tak by trzymało się to wszystko w jednym kawałku. W nocy nie groził nam deszcz, tylko w najgorszym przypadku ostry opad śniegu a taki szałas był w miarę wystarczający za równo do odbijania ciepła z ogniska, jak i do ochrony przed ewentualną zawieją śnieżną.

Jako podpałki użyliśmy zgodnie z kanonami sztuki survivalowej, uprzednio zdrapanych kawałków żywicy (pali się jak saletra przemieszana z cukrem pudrem) z drzew oraz obdartej kory brzozowej. Ognisko rozpaliliśmy bez najmniejszych problemów, płomień szybko związał coraz to grubsze gałęzie i z wolna zaczął produkować z nich żar.

Ja - przygotowywując świerkową herbatkę na ognisku - 02.2012

Ja – przygotowywując świerkową herbatkę na ognisku – 02.2012

Za ciepły napój posłużyła nam herbatka świerkowa. Do jej przygotowania użyliśmy starego garnka oraz kilku kamieni,  od łupniętych z pobliskich ruin bunkra, które z kolei ułożyliśmy w ogniu na kształt piecyka. Na nim położyliśmy garnek wypełniony śniegiem. Śnieg pod wpływem temp. stopniał zamieniając się w wodę, do której powrzucaliśmy drobniutkich gałązek świerkowych. Po jakimś czasie woda zaczęła w garnku wrzeć. Herbatka świerkowa była gotowa do wypicia. Jej smak był cierpki, gorzkawy, przydałby się cukier, albo łyżeczka miodu dla lepszego smaku, niestety celowo nie mieliśmy przy sobie nic takiego.

Pod nasze legowiska wkopaliśmy trochę żaru z ogniska – niezbyt grubo, za to rozciągnęliśmy go na większość powierzchni, przysypując następnie cienką warstwą ziemi. Na to poszła wyściółka zrobiona z grubej warstwy (około 20 cm) świeżych gałęzi świerkowych. Taki sposób (często stosowany przez wojsko piechoty górskiej) zapewnia oddawanie ciepła od spodu przez co ziemia nie wychładza tak organizmu. Sposób ten w praktyce sprawdził się w miarę.. ziemia pod legowiskiem była ciepła (miała kilka stopni), jednak czy to aż takie „centralne ogrzewanie” to miałbym wątpliwości (nad ranem już o nim nawet nie pamiętaliśmy…)

Ja - w moim szałasie w nocy w lesie przy ognisku. Było bardzo mroźno do okoła... (02.2012)

Ja – w moim szałasie w nocy w lesie przy ognisku. Było bardzo mroźno do okoła… (02.2012)

W nocy spaliśmy, od czasu do czasu budząc się i poprawiając coś w ognisku. Spodnie, buty i skarpetki miałem mokre od śniegu, jednak po kilku godzinach od ciepła bijącego z ogniska (leżałem blisko) były niemal zupełnie suche. Silny wiatr niestety przyspieszał spalanie drzewa, więc nad ranem musieliśmy podbierać je z szałasów.. aż w końcu nad ranem jeden z nich niemal doszczętnie spaliliśmy serwując sobie przez to do śniadania sporą dawkę ciepła. Noc mijała spokojnie, trochę sypnęło śniegiem, czasami słychać było spadający skumulowany śnieg z drzew, tudzież przebiegające gdzieś opodal sarny. Niestety nie ustrzegliśmy się błędów, ale człowiek na błędach się uczy. Po pierwsze, warstwa 20cm gałązek świerkowych na posłanie to za mało. Zdecydowanie za mało. Odnoszę teraz wrażenie, że zły był kąt zadaszenia szałasowego, a także zbyt blisko ognia spaliśmy (kolega nadpalił sobie kurtkę przez odpryskujące iskry z ogniska, na szczęście to była bardzo stara kurtka), i jeszcze kilka błędów.. tak więc jeżeli macie uwagi to śmiało.. przyjmę krytykę : )

Dane pomiarowe: Tej nocy termometr pokazał nad ranem – 14 ‘C, temp. odczuwalna –25, ze względu na bardzo silny wiatr i przenikliwe wilgotne powietrze.

Autor: Paweł Jeżewski

19 odpowiedzi na „Mój zimowy SURVIVAL

  1. Księgowy pisze:

    Witam. Gratuluję podejścia do sprawy, jako że zrobiliście to w sposób poważny (poważny jak na survival) bez zbędnego sprzętu biwakowego. Skoro to miał być survival, to survival, a nie jakiś biwak. Wasza akcja pokazała też jak bardzo Bear Grylls się myli odnośnie żaru wkopanego w ziemię. W jego programie widziałem jak wkopywał ów żar lub nagrzane kamienie. Twierdził przy tym, że to daje przyjemną ciepłotę przez całą noc do samego rana. Jak widać na Waszym przykładzie jest to totalna bzdura. Zresztą sam kiedyś próbowałem taki żar z ogniska wkopać (tak dla sprawdzenia) i ziemia w tym miejscu też nie była specjalnie ciepła…Pozdrawiam autora i czytelników.

  2. pat pisze:

    Witam. Ja również nie jestem jakimś znawcą sztuki survivalowej, jednak jak według mnie to odwaliliście kaszane z tym szałasem. Taki szałas może być dobry w lecie, ale w ostra zime to odpada w podskokach. Przeswity ma tak duze ze można w nie reke włożyć, przynajmniej trzeba było ten tył szałasu obsypac sniegiem. A boki ? matko przenajswietsza a w jaki sposób ten szałas ma was uchronić przed utratą ciepła na silnym mrozie i wietrze ? Skad w ogóle pomysł na taki szałas ? Praktycznie zadnych zabezpieczeń, jedynie ognisko bardzo pomysłowe i chyba tylko ono uchronilo przed zamarznieciem, ale za te szłasy to daje wam w ocenie 0 punktow.

    Moja ogólna ocena – 3

  3. Bartek i Beata pisze:

    W bardzo szybkim czasie ewoluujesz jako poszukiwacz przygód i bloger. Wszystkie Twoje działania wymagają wielkiej sprawności i siły charakteru. Mało kto potrafiłby się odważyć dokonać takich rzeczy zazwyczaj u ludzi kończy się tylko na gadaniu i wymądrzaniu się. Naprawdę trzeba mieć „jaja” żeby móc pokonać słabości jakie posiada człowiek w chwili zagrożenia.
    Życzymy dalszych sukcesów w zdobywaniu świata i uważaj na siebie. Pozdrawiamy.

  4. Michal-Zak pisze:

    Psychika i raz jeszcze psychika. W skrajnie trudnych warunkach tam gdzie jest swiadomosc ze życie jest zagrożone niejednemu by zwieracze puscily.. I z tym sie najbardziej zgodze, ze survival to bardzo niebezpieczna zabawa, w ktora nie kazdy moze sie bawic, bo albo zginie, albo nie pojdzie. Survival to swiadome wystawianie sie na zagrozenie zycia, ktore ma te zalete ze(ponoc) bardzo hartuje psychike. Ponoc po wielu udanych prubach, czlowiek staje sie bardziej odporny na codzienny stres, ma zelazne nerwy i zimna krew w sytuacjach awaryjnych wymagajacych zaradnego dzialania.
    Mam znajomego ktory byl zafascynowany Bearem Gryllsem do tego stopnia ze kupowal gadzety z jego reklama, ksiazki, noze, ubrania i mial sie za eksperta. Ktoregos razu wybral sie z kolega do lasu na kilka dni „survivalu” na ktory zabrali wszystko by przezyc.. jedzenie, spiwor, namiot, nawet szczoteczki do zebow. Wrocili szybciej niz planowali bo jedzenie sie skonczylo i „nie bylo co jesc..” a to bylo lato i „w dodatku padało”..

    Tu Autorowi trzeba gratulowac udanego survivalu (prawdziwego), a szalas byl dobry skoro przezyliscie

    Pozdrawiam serdecznie

  5. banka pisze:

    -14 i odczuwalna -25 bo dużo wilgoci? W postaci czego? Suchego lodu? Albo -14 albo wilgotno stary 😉
    A co do komentarza rzufia na survival forum to już zakapowałem że chłopaki sami chodzą z kiełbaskami (survival nie?) a czepiają się o menażkę 😉

  6. siłownia kulturystyka fitness pisze:

    no jest hardcorowo ….robi wrażenie

  7. bombardier_bas pisze:

    „Odpowiedź: Choć nie mamy wrażenia, żeby w czasie mrozu powietrze było wilgotne, to jednak może ono zawierać znaczącą ilość pary wodnej. Przy obniżeniu temperatury para zawarta w powietrzu może rzeczywiście przyjąć formę śniegu czy szronu, ale tylko częściowo. Lód też jest źródłem pary wodnej, która powstaje z niego w procesie sublimacji. W konsekwencji możemy mówić o parze nasyconej w temperaturach poniżej zera stopni Celsjusza. Powstaje ona w wyniku ustalenia się równowagi między lodem a parą wodną w zamkniętym naczyniu.

    Para nasycona wody ma gęstość niespełna 5 gramów na metr sześcienny przy 0 stopni, a przy minus 10 stopniach gęstość ta jest około dwukrotnie mniejsza.

    Gdy higrometr wskazuje np. 90% wilgotności, to znaczy, że w powietrzu znajduje się woda o gęstości stanowiącej 90% gęstości pary nasyconej. ” (http://ifd.fuw.edu.pl/fizyka/zapytaj-fizyka/pytania-ziemia/392-wilgotne-powietrze-w-czasie-mrozu)

    pozdrawiam

  8. Księgowy pisze:

    Witam ponownie. Ja również nie jestem w kwestii survivalu ekspertem i nie znam się na budowie szałasu, ale mogę sobie wyobrazić jak w czasie mrozu, kiedy wszystko jest zmarznięte i kiedy szybko zapada ciemność ma się naprawdę ograniczone środki, tym bardziej jeśli się nie ma narzędzi. Survival to przede wszystkim improwizacja. Dostosowanie się do warunków i otoczenia, a jedno i drugie jest zmienne i różnorodne. W czasie mrozu dochodzi do szybkiego wychłodzenia organizmu, więc chyba jednak Pat nie ma się zbyt wiele czasu, żeby wybudować pokój niczym z 5 gwiazdkowego hotelu. Najważniejsze żeby spełniał swoje zadanie i tu całkowicie zgadzam się z Michał-Zak. Przeżyli, więc szałas spełnił swoją rolę znakomicie. Natomiast gdyby go obsypali śniegiem, to zrobili by mega głupotę. Szałas ma kumulować ciepło, więc oczywistym jest że się nagrzewa. Teraz wyobraź sobie Pat że śpisz sobie w najlepsze przy cieple ogniska, kiedy nagle oblewa Cię zimna woda z roztopionego śniegu (pod wpływem ciepła z ogniska), którego użyłeś na szałas. Niemiła niespodzianka prawda? 🙂

  9. Rychu pisze:

    Survival udany, to trzeba im przyznać. Nie każdy ma jaja, a ten orzeł co powiedzial ze nie pojdzie bo sie panicznie boi ze zmarznie to najlepszy :):):) dobrze chlopaki zrobili ze go nie wzieli, scisnal my mroz to by im tam spiewal sopranem ze chce wracac, a w takich sytuacjach (przetrwania) liczy sie opanowanie zaradnosci i wspolpraca (bez klotni), ten narobilby im tylko bigosu i wezwal policje na ratunek. Kolo sie przebiera na noc za kobiete a oni go chcieli wziasc na survival haha, tzreba bylo na sile wziasc :):):) a powaznie to gratuluje podejscia do sprawy, pomysłowosci i co tu duzo mowic, macie JAJA. Ten pomysl z przypudowkowmy szlasami i tym nowatorskim ogniskiem na calej dlugosci, to majstersztyk ! Szalasy byly wystarsczajace bo ognisko dawalo wystarczajaco duzo ciepla, po co doszczelniac,snieg odpada.

    Kielbaski biora, biora. Biora tarpy, poncze (to zamiast budowac szalasy z galezi), biora cieply rosolek w sloiczku od mamusi, szaliczek, cieple ubranko z misiem, gruby sweterek wełniany od babuni, i oni ida na survival a idac tak kreca biodrami na boki jak kobiety i maja głowy schowane w ramionach. Biora palatki, karimaty, spiwory, plecaki wypachane po brzegi i oni ida na survival..

    dlatego bardzo doceniam tych dwoch co za pierwszym razem poszli bez niczego w takie warunki, to byl prawdziwy survival i nie ma sie co czepiac szalasów

    Moja ocena 5
    GRATULACJE

  10. Walker (survival.blog.onet.pl) pisze:

    Błędów znaczących się nie dopatrzyłem – to pierwszy raz. Nie zrobiliście żadnej niebezpiecznej głupoty, a błędy tylko uczą. Dobre przygotowanie w takich warunkach to podstawa (także psychiczne) i tego wam nie brakowało. Szałasy też dobrze wyglądają.
    Przydałby się tylko trochę dokładniejszy opis sprzętu, tzn. buty, odzież. Jak rzuf zauważył, coś jeszcze się zawieruszyło na zdjęciach. A posiadanie naczyń do gotowania wody albo ich brak to duża różnica… I ostrożniej z rękami.
    Wypad wygląda na udany. Najważniejsze, że ruszyliście się z domu, nie odpuściliście, gdy inni wymiękali, podjęliście wyzwanie i mu podołaliście 🙂 Dobra robota.

  11. yoger - survivalist.pl pisze:

    Bardzo udany wypad, co do niego naprawdę nie ma się powodu czepiać, na największą pochwałę zasługuje fakt, że trzymaliście w nocy ogień i dzięki temu mogliście spać.

    Natomiast nie podoba mi się to co tu się dzieje – mianowicie ta cała wrogość, czy złośliwość. Nie na tym polega cała zabawa, tak – zabawa, bo póki człowiek nie stanie w obliczu realnego zagrożenia życia, nie będzie wiedział jak wtedy będzie się czuł, czy nie spanikuje, albo o czymś nie zapomni.
    Dlatego, póki się bawimy, tak to traktujmy. Nie jako formę konkurencji, żeby pokazać ‚kto jest większym surwiwalowcem’, a naukę i sposób na spędzenie czasu.

  12. Loraz pisze:

    Dla mnie kwestia sporna czy można w ogole nazywać survival zabawą ???? To jest wyzwanie, przygoda, sprawdzian (własnych możliwości), ale zabawa ? chyba taka sama zabawa jak dać dzieciom zapałki lub doroslemu kolta z jednym nabojem w bembenku i polecic zabawe w ruletke.. rownie dobrze mozna podczas survivalu zginac. Ryzyko jest tak samo duze, albo wieksze, w zaleznosci kto stanie do zabawy.. Jezeli taki okularnik co panicznie boi sie ze zmarznie w jakis sposob przystapi (np. na siłe zmuszony) do zabawy w survival to na pewno nie przezyje, albo raczej na pewno nie przezyje. Wieksze szanse mialby grajac w ruletke ( 1/6 ) bo wtedy jest to losowosc, a tu (survival) pewniak niemalże.. Najwiekszym błedem bylo by gdyby tego okularnika wzieli, skonczylo by sie dezorientacja grupy, zarazliwa panika (kto wie czy nie ?), policja.. słowem dramatem. Na szczescie tego unikneli. Co do ptrzegu survivalu, to ja dalej ni wiem czym sie przykryli, kurtkami ? chyba tak skoro jedna spalili.. wiec nie wszystko bylo okej. a zabezpieczenie przed ewentualnym sturlaniem sie do ognia (wiercenie sie podczas snu) czy przeiwdzieli to ? autor napisal ze „do sniadania”, wiec cos jedli, a co jedli ? kiełbaski ? mam nadzieje ze nie skoro byl to survival..

    🙂

  13. yoger - survivalist.pl pisze:

    Dokładnie o tym piszę.
    Pawle, odpuściłbym wrzucanie takich postów do wglądu ludzi, którzy nie mają zbyt wiele wspólnego z tematem. Wśród leśnych ludków, czy survivalowców przynajmniej ewentualna krytyka będzie konstruktywna.

    Do kolegi wyżej – prześpij się kiedyś koło ogniska i wtedy podziel się swoimi doświadczeniami. Nikt rozsądny w polskim lesie nie zginie.

  14. pat pisze:

    Księgowy z całym szacunkiem ale chyba mam jednak racje pomimo ze ja nie jestem miłośnikiem i ekspertem survivalu to potrafie rozumowac. Powiedz, co „te” szalasy im daly ? wyraz jako udzial procentowy na skali 100 procentowej. Ja widze to tak, ze 80% to jest to innowacyjne ognisko, to ono uratowalo im zycie, a raczej budujac takie ognisko sobie to zycie uratowali. Wkopanie zaru, to druga po ognisku deska ratunku. Niby drobiazg, a jednak to spowodowalo ze ziemia nie wychladzala ich tak od spodu, pomimo ze nie dawala im duzo ciepla. Nastepnie ten goracy napoj, również nikt o nim nie wspomniał. To rozgrzewało ich od wewnatrz, gdyz za każdym takim łykiem przyjmowali spory zastrzyk ciepla zgromadzonego w tym napoju. Nie przezyli dzieki szalasom, one byly za słabe, spojrz jakie maja przeswity, prawie nie izolują od wiatru, nie maja bokow, moze w jakims niewielkim stopniu odbijaja cieplo (to nie to samo co plandeka na poszycie, albo specjalna folia), według mnie te szałasy bardziej spełniały im rolę psychologiczną. Moja ocena jest subiektywna, nie jestem ekspertem, ale czy trzeba być aż takim ekspertem by zdać sobie z prawę z podstawowych błędów ?

    Yoger rozsadek ustępuje gdy w grę wchodzi silna panika i stres. Pomijając objawy somatyczne osoba dotknięta paniką często zachowuje się irracjonalnie w stosunku do zaistniałej sytuacji. Gdyby wyciągneli takiego ciepłolubnego mamusi króliczka do lasu na zimowy survival, to ten w pewnym momencie pod wpływem paniki mógłby np. zacząc biec przez las na oślep, sam nie wiedząc dokąd i gdzie. Dalej mógłby wpaść w jakaś zaspe, stracić przytomność i zamarznąć.. Panika w zespole jest najgorsza o czym wspomnial Loraz. Na ich szczescie tego błędu udało sie im uniknąć.

    Survival im się udał, ale niebezpieczeństwo było ogromne i było blisko…

  15. dannywilliams pisze:

    Budowa szałasów z prawdziwego zdarzenia przy mrozie -14 nie wchodziłaby tu raczej w rachubę. Przy takiej temp w pierwszej kolejności – jak każdy wie – wychładzają się członki: palce u rąk, nóg, uszy, nos itp. Spróbujcie coś na takim mrozie zbudować, związać itp. gdy przebywa się tam już kilka godzin i marzy się o tym by tylko się zagrzać. Owszem nie wspomniałeś nic o tym że zabrałeś ze sobą naczynie ale bardzo ważne jest to by w takich sytuacjach przyjmować ciepłe płyny. Minusa masz za to że poszedłeś tam w dżinsach to niezbyt profesjonalne na zimowe wędrówki po górach. Ale chwała Ci za to ze poszedłeś i przeżyłeś trochę Ci jednak zazdroszczę. Pozdrawiam.

  16. Bober pisze:

    Ja chciałbym zwrócić szczególną uwagę na psychologię przetrwania. Wola przetrwania – podstawa survivalu jako takiego jest często lekceważona. A tutaj dwóch panów udowadnia, że jest najważniejsza. Dla obu z nich była to pierwsza taka wyprawa i żaden z nich w takim razie nie był jakoś szczególnie do niej przygotowany. Gdyby nie owa wola żaden sprzęt w obliczu zagrożenia nie daje gwarancji przetrwania. Można przyczepić się do szałasu. Faktycznie jeśli był silny wiatr to ten szałas specjalnie ich nie ochraniał, ale gdyby nie odpowiednie nastawienie to nawet najlepszy szałas mógłby nie pomóc.

    Kolejną rzeczą jest to, że ciężko tak na prawdę to ocenić. Jedynie oni wiedzą jakie warunki tam panowały, a skoro było im tam względnie „dobrze” to dajmy sobie spokój z ocenianiem w ten sposób. Ciekaw jestem ilu z Was wybrało się kiedyś na taki wypad w takich warunkach (Ja przy -15 stopniach w górach nigdy nie nocowałem.)? Pytanie ilu z Was w ogóle zimą nocowało po za domem? Tak to już jest, że z perspektywy wygodnego fotela przed monitorem bardzo łatwo mówi się o wielu rzeczach.

    Jeśli chodzi o sprzęt to ewidentnie o tym garnku wypadałoby wspomnieć. W końcu od niego zależało czy będziecie mieli wrzątek do picia, a to może czasem zadecydować o przeżyciu.

    Gwoli zachowania w ekstremalnych warunkach warto zauważyć, że tego typu wypady jeszcze nie są tak niebezpieczne jak to co mogłoby się nam wydarzyć zupełnie niespodziewanie. Uprawianie tej sztuki właśnie na taką ekstremalną sytuację nas przygotowuje. Mimo wszystko wybierając się nawet w takich warunkach w las mamy świadomość tego co robimy i jest to kontrolowane. Z pewnością w podobnej sytuacji, ale przy zupełnym braku przygotowania i totalnym zaskoczeniu byłoby o wiele ciężej przetrwać.

    Dlatego na prawdę gratuluje i jestem pod wrażeniem. Jeśli to była pierwsza taka wyprawa (bo na taką nie wygląda :)) to bez względu na krytykę czuję do Was szacunek i respekt. Sława!

  17. SZCZUPAK pisze:

    Witam wszystkich czytelników a w szczególności autora bloga, któremu już na wstępie pragnę pogratulkować. Dobra robota !

    Żeby teraz móc dokonać rzeczowej oceny ja spróbuje rozpatrzec ten survival w trzech aspektach, mianowicie:

    co panowie zrobili dobrze
    co mogli zrobic lepiej a nie zrobili
    co zrobili źle

    Ad.0. Przede wszystkim bardzo dobrze, że dokonała się naturalna selekcja, już przed pójściem na survival, nastapił podział. Tych co mają odwagę i tych co jej nie mają. Przykładowo temu panu który odmówił pójścia z powodu „boję się, że zmarznę” należy szczerze współczuć.. widocznie mama i tata zbyt długo na zmianę podcierali mu tyłek i takie są teraz tego efekty..

    Ad.1. Strategia budowy schronienia na dwie osoby w takich warunkach przy dostępnych środkach i lokacji była wręcz idealna: tego typu szałasy służą do odbijania ciepła, umieszczone po obu stronach ogniska syberyjskiego, na dwie osoby opcja ta była optymalna. Wkopany żar pod legowisko dodatkowo zapewnił dogrzewanie od spodu. Gorąca świerkowa herbata dopełniła reszty. OPTIIMUM

    Ad2. Z mojego punktu widzenia obserwatora zrobić lepiej mogli te szałasy, ale może się tak tylko wydawać, że mogli. Może nie było już blisko materiału, może byli zmęczeni, mogło być już ciemno.. itd.itd. mogli też zbudować bariery odbijające ciepło z boku, prostopadle do ogniska syberyjskiego i szalasów. Widać na zdięciu tam jakieś gałęzie,ale to za mało, przydało by się tego nie co więcej. I przydałby się jakiś zając pieczony tam nad ogniskiem 😛

    Ad3. Brak oddzielaczy między ogniskiem a legowiskiem, oraz mała odległość ognisko-legowisko

    Survival ogólnie oceniam bardzo wysoko, ze az mi szkoda ze nie było mnie tam z wami, chyba się samemu niebawem wybiore.

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne ciekawe wpisy

  18. Szwejk pisze:

    te -14 dupy nie urywa. Ciężko jedną przespaną noc w lesie nazwać survivalem 😀 Mam nadzieję, że kolega nie będzie musiał nigdy znaleźć się w sytuacji survivalowej. Ciekawe co by było gdyście mieli tak spędzić np. 3 albo 4 noce bez jedzenia. Na jedną noc, najedzonym, wyspany i wypoczętym to można iść i przy – 30 bez niczego. No cóż, ładny biwaczek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *