W Indonezji cz.3

Na szczycie wulkanu Tambora (2850 m n.p.m.) - INDONEZJA

Na szczycie wulkanu Tambora (2850 m n.p.m.) – INDONEZJA

Po zdobyciu wulkanu Rjanini, przyszedł czas na kolejny wulkan. Miał być to drzemiący wulkan Tambora na wyspie Sumbawa. Wchodziłem w swoim życiu na różne wulkany, ale nigdy na taki. Po pierwsze jest to wulkan, który ma (uwaga!) najgłębszy krater na świecie! Erupcja tego wulkanu w 1815 roku, była największą jaką w ogóle odnotowano. Żeby to lepiej zobrazować podam, że przed erupcją wulkan miał wysokość około 4300 m n.p.m., a w tej chwili, po erupcji, jego wysokość wynosi 2850 m n.p.m., a więc wybuch urwał bez mała pół wulkanu. Słup wybuchu sięgał aż do stratosfery!

Na wulkanie Tambora, za mną krater wulkanu, najgłębszy na świecie !!

Na wulkanie Tambora, za mną krater wulkanu, najgłębszy na świecie !!

Wybuch wulkany Tambora był słyszany w promieniu ponad 2000 km. Popiół wulkaniczny został rozrzucony w promieniu 1300 km, w miejscach odległych o ok. 900 km na Jawie i Borneo jego warstwa miała 1 cm grubości, na samej Sumbawie do 1,5 m. Najdrobniejsze frakcje popiołu unosiły się w atmosferze jeszcze przez wiele miesięcy, okrążając kulę ziemską i znacząco ograniczając natężenie promieniowania słonecznego dochodzącego do powierzchni naszej planety. Rok 1816 przeszedł do historii pod nazwą „Roku bez lata”. Skutki wybuchu były katastrofalne. Odnotowano setki tysięcy ofiar śmiertelnych, w tym ok. 11700 bezpośrednio wskutek wybuchu, reszta na skutek głodu i chorób spowodowanego zniszczeniem zbiorów i pól, zatruciem zbiorników wodnych, powietrza itp. Fala tsunami miała wysokość 10 metrów a trzęsienia ziemi były odczuwalne w miejscowościach położonych w odległości nawet 500 km od wulkanu (ZA: Wikipedia).

W drodze na szczyt, przez gęstą dżunglę..

W drodze na szczyt, przez gęstą dżunglę..

„Droga” na szczyt wiedzie przez bardzo gęstą dżunglę. Góra jest mało uczęszczana przez ludzi. W odróżnieniu od wulkanu Rjanini, na Tamborze my nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. Miejscowi boją się tam chodzić. Twierdzą, że jest to góra pełna magii a pikanterii dodają opowieści okolicznych mieszkańców o śmiałkach, którzy poszli na tę górę i nigdy już z niej nie wrócili. Zginęli na tej górze. Miejscowi twierdzą, że zabrały ich demony. Ja mam na to logiczne uzasadnienie. Uważam, że ludzie, którzy poszli tam np. zbierać jakieś zioła lub pozyskiwać bambus, po prostu wpadli w głębokie szczeliny skalne oraz urwiska, które przysłaniają monstrualnych rozmiarów paprocie oraz pokrzywy, przez które my się przedzieraliśmy. Jeżeli ktoś wpadnie w coś takiego i się połamie, nie będąc w stanie się wydostać ani wezwać pomocy (na Tamborze nie ma zasięgu), to zwierzęta z dżungli i mrówki zaopiekują się nim w takich sposób, że nawet kości po nim nie zostaną.

W dżungli :)

W dżungli 🙂

Dżungla na Tamborze robi niesamowite wrażenie, jest bardzo gęsta (tak jak ta na filmie „Predator”), nie było tam klasycznej szerokiej ścieżki, i trzeba miejscami było sobie drogę torować kijami lub używając maczety. Nie spotkaliśmy tam o dziwo żadnych zwierząt! Nawet skaczących po drzewach małp nie było. Oblazły nas jedynie pijawki, które upuściły nam krwi oraz inne wredne robactwo. Straciliśmy dużo wody (pierwszy raz w życiu spróbowałem wody ze ściętej liany). Spotkaliśmy ślady dzikich świń, w miejscu, w którym zamierzaliśmy rozbić obóz, więc rozpaliliśmy ogniska, żeby je potencjalnie odstraszyć. To zadziałało. Świnie w nocy nie przyszły.
W dżungli - Indonezja

W dżungli – Indonezja

W nocy, ruszyliśmy z naszego obozu na tzw. atak szczytowy. Szliśmy powoli i po jakimś czasie dotarliśmy wszyscy na szczyt. Chwila na odprężenie, wywieszenie polskiej flaki, zrobienie pamiątkowych fotek i wracamy.

Na wyspie Bali - Indonezja

Na wyspie Bali

Po zejściu z Tambory, opuściliśmy wyspę Sumbawa, udają się na wyspę Bali. Tam już cywilizacja i komercja totalna: plaże, kropówki.. My jednak nie leżeliśmy na plaży i nie smażyliśmy jaj i piersi na ostrym słońcu. Wolny czas spędzaliśmy na zwiedzaniu lokalnych świątyń, muzeum oraz robieniu pamiątkowych zakupów. Czas pomału było wracać do Polski.

Autor: Paweł Jeżewski

4 odpowiedzi na „W Indonezji cz.3

  1. kiris pisze:

    Bardzo dobrze Pawle, trzeba świat zwiedzać, uczyć sie go….każdy kto ma mozliwości finansowe czasowe powinien zwiedzaać świat….Nie potrafie zrozumiec tych co mają czas maja pieniadze a jada na wyspy kanaryjskie i grzeja jaja….albo z tarasu oglada w oddali góry i póxniej chwali się gdzie to on noe był:0 znam takiego jegomościa:)
    Uważam że sięgnąłeś bardzo wysoko i zdoby leś to co chciałeś, a historia Indonezji jest bardzo ciekawa…..Nie mówiac juz o wspomnianych erupcjach wulkanicznych….ale o kawie:) 🙂 LUWAK….o światyniach….i kulturze….

    Gratuluje i chylę czoło przed Pawłem „Halikiem”

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Paweł „Halik” dobre, podoba mi się to 😀 Oczywiście, że trzeba się ruszać a nie leżeć. Jednak niektórym do szczęścia wiele nie potrzeba – jak stwierdził jeden z moich starych dobrych znajomych – jedynie serial w TV i piwo w garści i są szczęśliwi. A jak mają pieniądze to pojadą na Bali i tam przez 2 -3 tygodnie jaja będą grzać na plaży i testować na sobie coraz to nowsze kremy do opalania 😀 Później przyjadą i będą szpanować, że są opaleni bo na urlopie byli na Bali 😀 pustogłowie i wieśniactwo – tak to oceniam.

      Co do Indonezji. Polecam ten wyjazd każdemu kto lubi przygody, jest rewelacyjny i niepowtarzalny, np. trekking na Tamborę robi tylko jedna firma w naszym kraju (ta z którą ja byłem), więc tak naprawdę to rzadkość i wysublimowany smak. Kawy LUWAK się opiłem już tak, że hoooo 😀 Dobra jest. A z Cywetami mam zdjęcia. Było super!

  2. kliper2 pisze:

    No fajnie poczytac i zaczerpnac troche info o miejscach (o ktorych istnieniu szczerze nawet nie wiedzialem) . Ty moze bys sie gdzies na jaki kasting do prowadzenia programu typu travel zglosil predyspozycje masz i wiedze ,moze z Wojciechowska byś jakaś ekspedycje na łysa góre zorganizował? A widze tu ostra przemiana z Halika na Rajdena.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Na Raidena z Mortal Kombat 😀 Dobreeeee :):):) Wojciechowską możemy zabrać na łysą górę gdzie Wołoszański opowiadał bajki 😀 Na kasting nie pójdę, mam inne plany na zawodowe życie, trzeba firmę rozwijać, jedną, drugą.. poza tym mamy rozgrzebane tematy w Górach Sowich i tym teraz trzeba się pilnie zająć, bo jak zwykłem mawiać „kaliski erotoman nie śpi” 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *