Osówka – badania cz.2

A

Poprzednim razem podałem kilka przykładów na różnice merytoryczne dotyczące kompleksu Osówka, między mną a LEGENDĄ eksploracji pohitlerowskich obiektów w Górach Sowich, czyli udzielającym się medialnie: panem J.Cera. Zgadzam się co do tego, że eksploracja to wspaniała przygoda, ale pod warunkiem, że celem jest ustalenie faktów historycznych a nie napędzanie koniunktury na biznes turystyczny.

Wejście do sztolni nr 1 w Osówce – for. Paweł Jeżewski

W tym artykule opiszę kilka moich uwag, dotyczących podziemnej trasy turystycznej w kompleksie Osówka. Mnie się ta podziemna trasa turystyczna nie podoba! Przede wszystkim przed wejściem do sztolni nr 1 powinna wisieć tablica z napisem informującym, że obudowa betonowa na pierwszym odcinku tej sztolni powstała w XXI wieku. Inaczej jest to dezinformowanie osób przyjezdnych i niezorientowanych, którzy mogą domniemywać, że ten beton wylali Niemcy w czasie II wojny światowej. Ale to jeszcze nic, większe przekłamania czają się wewnątrz..

Tzw. Uskok. Widok ze sztolni nr 2 – fot. Paweł Jeżewski

Tzw. Uskok. Widok z poziomu sztolni nr 1 – fot. Paweł Jeżewski

Po wejściu do sztolni nr 2 zgodnie z kierunkiem trasy turystycznej, po około 80 metrach docieramy to tzw. uskoku, który turyści pokonują wchodząc po stromo pochyłej drewnianej kładce. Usłyszeliśmy wówczas głos przewodnika: „Uwaga, jest ślisko”. To fakt, w tym miejscu można się poślizgnąć i przewrócić, przy okazji przewracając inne osoby, które mogą sobie wybić zęby lub coś złamać. Kładka jest mokra i śliska. Nie jest to dobre rozwiązanie. Dużo bardziej praktyczne i cywilizowane byłoby zastosowanie w tym miejscu szerokich metolowych schodów z poręczami – tak zrobiono w podziemnej trasie turystycznej w kompleksie Rzeczka. Zrezygnowanie z tej pochyłej, śliskiej drewnianej kładki, pod którą jest śmieciowisko skalne, które należałoby również usunąć, spowodowałoby obalenie mitu, że sztolnia nr 2 nie kończy się uskokiem tylko ma swój dalszy ciąg, który wiedzie do betonowych hal itd. cuda.

Betonowe podziemia Osówki – fot. Paweł Jeżewski

Po wejściu na górny poziom zaczynają się prawdziwe jaja. Przewodnik, który nas oprowadzał, opowiadał, że Niemcy lali beton od góry z powierzchni terenu przez otwór szybowy długi na kilkadziesiąt metrów i dlatego nie ma zbrojeń a w innych miejscach są i tu nie zdjęto szalunków a gdzie indziej tak. To ma wskazywać, że nad betonową halą są ukryte i zamaskowane podziemia. No jaja po prostu. Ja nie jestem inżynierem budownictwa, ale tu nie trzeba nim być, żeby zdawać sobie sprawę z oczywistych rzeczy. Chociaż.. znam jednego inżyniera budownictwa, który na żelbetowej podstawie chłodni kominowej o średnicy 30 metrów w Ludwikowicach Kłodzkich widzi w projekcie żelbetowa wieżę kominową, nie inaczej – ale to tak na marginesie 😀 .

Fragment wykonanych prac betoniarskich w podziemiach Osówki – fot. Paweł Jeżewski

W kompleksie Rzeczka, w turystycznie udostępnionych podziemiach „Walimskich” postawiono atrapę rakiety V1, a na zewnątrz V2, które tam nie pasują bo w rzeczywistości żadnych rakiet tam nie produkowano i nie zamierzano produkować. A w Osówce mamy makietę CZOŁGU. Kto mądry tą makietę tam postawił – nie mam pojęcia, przecież czołgów w podziemiach Osówki nie produkowano! Zbudowano również betonową tamę, która spiętrza wodę, po której turyści pływają łódką. W tym miejscu również powinna wisieć tablica informująca, że tamę zbudowano niedawno. Zbudowanie takiej tamy i wstawienie łódki, przypomina mi bardziej lunapark niż hitlerowskie podziemia śmierci, gdzie wykańczano więźniów z KL Gross-Rosen pracą na wyniszczenie. Ponadto w podziemiach Osówki powstawiano na potrzeby produkcji filmowej jakieś atrapy podstaw pod statki latające, i nie usunięto ich. Stoją tam cały czas, szpecą i dezinformują turystów.

Podsumowując: gdybym miał informacje, że gdzieś (niekoniecznie w Górach Sowich) znajduje się zamaskowany pod sam koniec wojny przez Hitlerowców, podziemny obiekt o dużej kubaturze i z logistyczną możliwością dostępu (dojazd samochodem, możliwość zbudowania parkingu i budki w frytkami), to uwierzcie mi, że na pewno bym tego nie podał do publicznej wiadomości. Wystarczy już tych podziemnych lunaparków..

Autor: Paweł Jeżewski

14 odpowiedzi na „Osówka – badania cz.2

  1. histaminer pisze:

    Taki jest urok większości tras turystycznych. Nie tylko w Górach Sowich usłyszysz takie jaja.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      OK. jednak takie artykuły jak ten tutaj na blogu, uświadomią każdego Janusza, który na tego bloga trafi. To jest oczywiście kropla w morzu, ale jednak. Mam wrażenie, że duża część Januszów nie ma wielkich wymagań odnośnie tego co mówi im przewodnik. Im chodzi o to, żeby w jakiś sposób spędzić czas wolny, np. dwa tygodnie temu byliśmy w wesołym miasteczku, tydzień temu byliśmy w cyrku, to w ten weekend pojedziemy do „podziemnego miasta Osówka” – tak to wygląda.

  2. elComendante pisze:

    Dokładnie panie Pawle…tak to wygląda z tym wpadaniem do podziemi….tak jest
    w większości…natomiast trafiają się ludzie dla których wycieczka do sztolni jest przygodą i chcą wiedzieć jak najwięcej i przed wejściem dobrze przygotowują sie z dostępnych źródeł. Zadają różne pytania przewodnikowi lub nie zadają ich gdyż przewodnik nie zawsze wie co mówi tak jak to jest na włodarzu. Wiem jedno, że kto chce coś wiedzieć to się dowie a wycieczka do sztolni tylko pogłębi apetyt na wiedzę.
    Osówka jest bardzo ciekawym tematem, słynny zawała do przekopania, naziemne pozostałości do wyjaśnienia.
    „Człowiek ma w życiu albo wymówki, albo wyniki”
    Mark Victor Hansen

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Zgadzam się, że w Osówce jest jeszcze wiele do wyjaśnienia, tylko jak my mamy to zrobić, skoro nie możemy przebrać tego zawału bo tam nikogo nie obchodzi, że my mamy na to środki i chcielibyśmy się tym całościowo zająć. Oni mówią, że tylko firma górnicza może to zrobić wynajęta przez Podziemne Miasto Osówka. Prawdopodobnie wynajęliby tą samą, która wykonała im prace adaptacyjne w tych podziemiach na cele turystyczne. Ale tego nie robią już ponad ćwierk wieku !! Do zwycięstwa nie dochodzi się tarczą tylko mieczem, trzeba działać a nie stać w miejscu, lub błaźnić się z jakąś elektrooporówką w miejscach gdzie każdy, kto ma olej w głowie by nawet palcem nie kiwnął, bo są oczywiste. Tam się NIC nie robi poza kasowaniem turystów.

  3. histaminer pisze:

    Błazenada to jest wiercenie w podłodze i ścianach wewnętrznych bunkrów jak miało to miejsce w Ludwikowicach i wiele razy w Osówce.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Wiercenia w ścianach żelbetowych kompleksu Osówka (wartownia, magazyny itp.) oraz w podłodze w schronie p.lot. w Ludwikowicach Kłodzkich to wyraz inteligencji tych co wpadli na pomysł, żeby tam wiercić. Nie mam z taką „klasą” eksploratorów nic wspólnego.

  4. jan_Mat1 pisze:

    Proponuję przeczytać w komentarzach wypowiedź „Człowieka śniegu” ósmy z kolei
    http://odkrywca.pl/search/index.php?sq=riese&ws=txt&id_forum=all&forum=on

  5. krwi pisze:

    Ja jeszcze wtrącę nic nie znaczący komentarz na temat „siłowni”. Otóż według mnie jedyną możliwością ustalenia przeznaczenia tego obiektu jest albo odnalezienie dokumentacji albo zidentyfikowanie innego ukończonego obiektu o podobnej konstrukcji. Niemcy wybudowali przecież więcej podziemnych kompleksów, które też miały zasilanie w wodę, powietrze, prąd itp. I co? Nigdzie nie ma takiej „siłowni”? Jest to obiekt całkowicie unikatowy? Czy nikt do tej sprawy nie podszedł w ten sposób, jakoś w wypowiedziach różnych większych bądź mniejszych „ekspertów” żadnego odniesienia do innych Niemieckich kompleksów nie słyszałem. Czy chociażby w kompleksie „Dora” jest taka siłownia?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Tzw. „Siłownia” to budowla realizowana wówczas według innowacyjnego projektu, wdrażanego po raz pierwszy. Zawsze musi być ten pierwszy raz, w tym przypadku miało to być w Osówce. Z zawodu jestem inżynierem energetykiem-mechanikiem i znam wielu fachowców z tej i podobnej branży. Konsultowałem z nimi moje przemyślenia na temat „siłowni” i jak to mogło wszystko tam po ukończeniu funkcjonować. Myślę, że znam odpowiedź, do jakiego celu tzw. „siłownia” miała być wykorzystywana. To oczywiście nic pewnego na 100%, ale raczej to jest właśnie TO.

  6. Jurek pisze:

    Paweł jeżeli chodzi o tę tamę z zalanym tunelem na Osówce to mało że nikt nie mówi że to produkt marketingowy to od samego prezesa który oprowadzał wycieczkę w której uczestniczyłem dowiedziałem się że jest to pozostałość z czasów II wojny światowej kiedy indziej inny przewodnik opowiadał że jeszcze żyje świadek który pracował przy drążeniu sztolni na Osówce i był nim pan Mieczysław Mołdawa kto jest w temacie wie jaka to bzdura.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Od bardzo wielu osób słyszałem opinie, że należałoby całą kadrę w Osówce zwolnić. Powodem jest opowiadanie nieprawdy. Cóż, tak to wygląda, dlatego ja nie jestem zwolennikiem komercyjnych tras turystycznych w tak poważnych miejscach. Te obiekty w Górach Sowich powinny należeć do Muzeum Gross-Rosen, bo tam w Górach Sowich były filie obozu głównego i z tych obozów więźniowie pracowali właśnie w tych podziemiach. Gdyby te obiekty należały do Muzeum Gross-Rosen to zapewniam, że nie byłoby tam i zalanych wodą korytarzy lunaparkowych i opowiadania bajek. Komercja-kasa to najgorsze co mogło te obiekty spotkać i zdania nie zmienię. Prędzej mi kaktus na plecach wyrośnie jak zdradzę lokalizację jakiegoś podziemnego obiektu o znacznej kubaturze, gdybym się o takim dowiedział.

  7. histaminer pisze:

    Może niech ten post trochę czasu tu powisi zanim opublikujesz kolejny. Ludzie mają prawo wyrazić swoje niezadowolenia. Mi się również niepodoba Osówka od strony komercyjnej. Dawno nie byłem w Osówce ale za każdym razem kiedy byłem to inny przewodnik oprowadzał i różne od pozostałych bajki opowiadał. Słyszałem rownież, że są też przewodnicy napowierzchniowi, ale oni chyba nie są zatrudnieni na etat tj. nie mają nic wspólnego z tzw. Podziemnym Miastem Osówka. Wygląda na to, że są to wieśniaki z okolicy, które wpadły na pomysł jak parę monet zarobić.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Tych jak mówisz przewodników napowierzchniowych jest obecnie taka ilość jak grzybów po deszczu. Kilku z nich mijałem jak szli, każdy ze swoją grupą i słyszałem wówczas jakie bajki opowiadali to aż mi się żal tych ludzi robiło. Biedne Janusze przyjezdne w weekend w Góry Sowie, na co dzień zarobasy, nie w temacie, dają się robić w konia jak ślepe dzieci. Ja nigdy nie oprowadzałbym ludzi po terenie budowy „Riese” za jałmużnę bo to jest daleko poniżej mojej godności osobistej. Ale taki wieśniak, w dodatku taki co załatwia swoje potrzeby biologiczne tam gdzie stoi, to co mu tam. Ps.Jeden z nich to ma chyba ksywę „świniak” bo słyszałem jak dwóch turystów tak o nim mówiło, w dodatku że jest drogi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *