Moja książka c.d.

Moja książka „Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich” już od tygodnia dostępna jest na rynku wydawniczym a ja dostaję od czytelników pierwsze jej recenzje, które są bardzo pozytywne. Niezmiernie mnie to cieszy. Obiecałem, że w tej książce pokażę wszystko co do tej pory ustaliłem, dokumenty oraz miejsca i rzeczy, do których wcześniej nikt nie dotarł i nie publikował. I tak się stało. Jestem z tego bardzo zadowolony. Szczegółowy opis treści, którą książka zawiera zamieściłem w poprzednim artykule. W tym, chciałem tylko dodać, że podoba mi się stwierdzenie czytelników, iż książka ta – ze względu na bardzo szczegółowe mapki inwentaryzacyjne, które w niej zamieściłem – może służyć za doskonały przewodnik po terenie, który opisałem, czyli teren byłej fabryki amunicji w Ludwikowicach oraz teren kompleksu Gontowa.

Dodam jako ciekawostkę, iż potwierdzam to co mówi stara prawda, że w eksploracji trzeba mieć dużo farta. Zupełnym przypadkiem udało mi się rozwikłać tę zagadkę, dlaczego hitlerowcy zlikwidowali męską część obozu dla Żydów (prawie pół tysiąca mężczyzn) w Ludwikowicach w 1944 r. Wywieziono ich z Ludwikowic w wagonach bydlęcych do Auschwitz, gdzie po wyjściu z wagonów od razu niemal wszyscy zostali skierowani prosto do komór gazowych… dlaczego? Przyczyna pokazuje, jak bezwzględni byli hitlerowcy. To były okropne czasy!
ps.
Książka dostępna jest już do nabycia w księgarni ODKRYWCA (odk.pl), w Głuszycy (księgarnia), w Nowej Rudzie (księgarnia Millenium) oraz w Nowej Rudzie w F.H.U. „BEATA” (na miejscu lub tel. 74 872 40 34).

Autor: Paweł Jeżewski

20 odpowiedzi na „Moja książka c.d.

  1. Karol T. pisze:

    Jestem świeżo po przeczytaniu tej lektury i stwierdzam bezapelacyjnie, że tak dokładnego opracowania tematu to jeszcze nie było. Dotracie do dokumentacji na pewno nie jest sprawą prostą ale tak skrupulatne przeczesanie terenu i eksploracja w tak niebiezpiecznych miejscach budzi podziw.
    Strona 265 to już hardcore w czystej postaci! Jak Wy się nie baliście tam wejść ? Podziw i pełen szacunek dla Was. Poza tym mieliście szczęście, że te materiały wybuchowe z fabryki amunicji nie były uzbrojone w zapalniki i nic się nikomu nie stało. Bomby, pociski, no i ten tajemniczy bunkier….
    Odwaliliście kawał świetnej roboty robiąc te inwentaryzacje w terenie a do tego Ty Pawle w archiwach docierając do tych dokumentów, do których nikomu się wcześniej nie udało. No i te mapki terenu. Super. Wielkie brawa za doskonałą publikację!

    Pozdrawiam serdecznie
    Karol

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Bardzo się cieszę, że książka się tak podoba. Zapowiadałem, że książka będzie bardzo mocna. Ja nie rzucam słów na wiatr. 🙂 Dodam jeszcze od siebie kilka słów komentarza do tego co napisałeś. Otóż te sprasowane na prasach komponenty znaleźliśmy podczas inwazyjnych badań terenowych (na które oczywiście mieliśmy stosowne pozwolenia). Znalezisko zostało zgłoszone do naczelnika straży leśnej i na policję, która stwierdziła brak bezpośredniego zagrożenia (brak zapalników) i przewiozła całą dużą torbę tych materiałów o ile pamiętam do jednostki wojskowej do Kłodzka, gdzie przejął to oddział saperów. W sumie dalszych szczegółów nie znam. Bunkier 518, cóż… jest to budowla niedostępna od zakończenia wojny.

  2. Benek pisze:

    Zgadzam się z powyższym. Ja również tę książkę kupiłem i przeczytałem. I powiem krótko. Lepszego opracowania na temat kompleksu gontowa i fabryka amunicji w Ludwikowicach Kłodzkich, jak w tej książce nie ma i raczej na pewno długo nie będzie. Nie ma w tej książce żadnego kitu. Same twarde fakty poparte dokumentami i badaniami terenowymi. Mapki, zdjęcia, dokumenty. Wszystko na bardzo wysokim poziomie. Ocena tej książki to bez wahania 10/10. Moje gratulacje.
    PS/
    Mnie dodatkowo zaciekawiło to mleko. Ciekawe, ono rzeczywiście było produkowane na terenie Rzeszy. Myślę, że w przypadku tej fabryki w Ludwikowicach spożywali je tylko niemieccy pracownicy jako środek wzmacniający. W końcu środki chemiczne wyniszczają zdrowie a to był jedyny sposób wówczas, żeby przyspieszać regenerację organizmu.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dziękuję. Jest mi bardzo miło czytać takie komentarze. Bardzo się cieszę, że książka Wam się podoba. Ja również jestem z niej zadowolony.

      Odnośnie tego mleka. Ono było produkowane głównie dla potrzeb wojska, ale również dla ludzi pracujących w niemieckim przemyśle zbrojeniowym, gdzie są szkodliwe warunki dla zdrowia. Ba, nawet mieli ubezpieczenia zdrowotne.. ale może nie zdradzajmy tu co jest w książce tym, którzy jeszcze jej nie przeczytali. 😉

  3. Zajcew pisze:

    Połączenie badań terenowych i archiwalnych to jest właśnie to. Twoja książka pod tym względem jest pozycją kompletną. W książkach Pana Owczarka zawsze brakowało mi tych badań terenowych. Były, owszem, ale mało. Tu jest dużo, w sumie pół na pół z badaniami archiwalnymi. Dlatego ta książka jest super i do tego wydana bardzo ładnie. Wielkie dzięki, że podzieliłeś się tą wiedzą nie ukrywając niczego Pawle. Przyjmij raz jeszcze moje szczere GRATULACJE. Chciałbym żebyś napisał kiedyś taką książkę o całym kompleksie „RIESE” ale to chyba marzenie ściętej głowy…

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dziękuje raz jeszcze. O tej książce pisze już nasza lokalna prasa. Głośno zaczęło się robić o niej w Nowej Rudzie. Tytuł artykułu: „Co kryją Ludwikowice” (chodzi głównie o ten bunkier nr 518 i 3-kę w Gontowej). To dobrze, niech ludzie się interesują tematem, jest tego wart. Czy ja napiszę książkę o całym bauvorchaben „Riese”? Może kieeedyś… 😉

  4. Paweł Jeżewski pisze:

    Co do mleka to podam jeszcze taką ciekawostkę . Z tego co udało się ustalić to Milei V było produkowane do roku 1945. Po roku 1945 zaprzestano jego produkcji. W roku 1971 poowstał nowy zakład Mieli Gmbh. Zwracałem się do nich o podanie szczegółów odnośnie Mieli V kilka razy, niestety nie odpowiedzieli. W swojej historii nie wspominają o czasach wojennych.
    http://www.milei.de/en/

  5. Kiris pisze:

    ..już doczekać się nie mogę kiedy przyjadę do Ludwikowic i kupie książke….Paweł z dedykacją:)
    Czytam recenzje i…no własnie i…chłonny jestem wiedzy….

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dedykację dostaniesz na 100%. U mnie w „BEACIE” ta książka schodzi w niesamowitym tempie, normalnie księgarnia się tu zrobiła 😀 Jedna książka ale jak ruch, jak w ulu 🙂

      • Zajcew pisze:

        Nie pamiętam już kiedy ostatni raz tak dobra książka wyszła w której przedstawiono budowę „Riese”. Pan Aniszewski przedstawił badania terenowe w 2002 roku, Pan Owczarek w 2014 roku badania archiwalne. Teraz mamy 2018 rok i mamy w Twojej książce badania terenowe i archiwalne, w dodatku same nowości. Jak dla mnie czytelnika ta książka to jest HIT. Polecam wszystkim.

  6. ChrisR pisze:

    Książka właśnie dotarła. Zabieram się za czytanie.Wpadła mi w oczy drobna nieścisłość na początku. Str 9, wiersz 16: „Elektrownia została wybudowana na początku XIX w…” Pewnie chodziło o początek XX wieku, bo prąd elektryczny na początku XIX w jeszcze chyba nie był wykorzystywany. Z tego co wyczytałem na szybko w necie to pierwsza elektrownia powstała gdzieś w latach 50-tych XIX w… W sumie drobiazg. Do ewentualnej korekty w II wydaniu. Pozdrawiam.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dzięki za czujność. Tak, tu trafił mi się mały lapsus. W II wydaniu na pewno go poprawę a do aktualnego wstawię erratę. Dziękuję.

  7. Znaki Riese pisze:

    to i ja dodam coś od siebie…
    …strona 21
    „plan sytuacyjny”
    policzcie ile razy pada to określenie 😉
    …tak na przyszłość przydał by się jakiś zamiennik lub skrót i odnośnik do tego…;)
    heh…zauważyłem, że jak w następnych rozdziałach znów „plan sytuacyjny” się pojawia…wtedy czytam i czekam z nadzieją, że to tylko mały „crasch” 😉

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Plan sytuacyjny to plan sytuacyjny, tak się to nazywa. Z niemieckiego Lageplan. Jak wymyślisz zamiennik to go opatentuj. Ja się zastanawiałem, czy nie pisać zamiennie co jakiś czas „mapa wysokościowa”, ale to już byłaby nieścisłość sama w sobie. Bo mapa to jednak już jest szersze pojęcie. Więc siłą rzeczy został plan sytuacyjny.

  8. Skromny pisze:

    Witam.

    Właśnie skończyłem czytać. Moja ocena to 10/10. Nie mam uwag do tekstu. Takie książki powinno się wydawać. Niech czytają autorzy publikacji wszelakich i się uczą, że aby coś publikować i sprzedawać to trzeba mieć wiedzę a nie lanie wody. Tu w tej książce nie ma lania wody. Konkrety, duża ilość wiadomości, działania w terenie i archiwach. Książka jest wypracowana a nie ściemniana. Szkoda, że takie książki pojawiają się na rynku raz na kilka lat. Na kolejną pewnie trzeba będzie czekać ładnych lat kilka. Gratuluje udanej publikacji i tej odwagi w eksploracjach terenowych.

    Pozdr.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dziękuję za pozytywną opinie. Jest mi bardzo miło.

      Pewnie za ileś tam lat, gdy w toku dalszych badań ustali się więcej faktów, np. uda się dotrzeć do całościowych planów budowy kompleksu Gontowa lub odkopie ten ukryty bunkier nr 518, to pojawi się na rynku wydanie II (uaktualnione) tej książki. Ale do tego czasu pewnie dużo jeszcze wody upłynie. Póki co jest ta książka i to jest max aktualnej mojej wiedzy w temacie Ludwikowic Kłodzkich.

      ps. ciekawy jestem, gdzie nam się zapodział „krwi”? Pewnie gdzieś siedzi w kącie i czyta moją książkę 😉 ciekawy jestem również jego recenzji.

      • krwi pisze:

        Eh, jeszcze nie czyta, w sumie to miałem teraz w kolejce inne pozycje ale po takiej reklamie jaką tu widzę to chyba zmienię kolejność.
        Trochę mnie zaskoczyłeś, że zależy Ci akurat na mojej opinii przecież jestem zupełnie spoza „środowiska eksploracyjnego”.
        Ale dobrze jak tylko przeczytam to napiszę. Pozdrawiam.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Zależy mi na każdej opinii, na Twojej również, zwłaszcza, że masz wiedzę historyczną i techniczną. Przeczytaj i napisz tu, bo chcę wiedzieć jak Ty to widzisz.

          Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *