Chłodnia kominowa c.d.

Chłodnia kominowa w Ludwikowicach Kłodzkich, budzi niejasności odnośnie zasady funkcjonowania. Niektórzy twierdzą, że jej żelbetowa konstrukcja, na której posadowiona była wieża kominowa, nie mogła „stać w parze” ze względu na to, że została pomalowana (na kolor seledynowy – odmiana koloru zielonego). Moim zdaniem to wynika przede wszystkim z braku wiedzy jak funkcjonują takie chłodnie. Jako, że ja z zawodu jestem inżynierem (specjalność termoenergetyka), to w prosty sposób opiszę Wam tu, jak funkcjonują takie chłodnie, na przykładzie chłodni kominowej w Ludwikowicach Kłodzkich, zwanej „muchołapką”.

Biorąc pod uwagę zdjęcie lotnicze terenu Mölke, wykonane w 1937 r., na którym omawiana budowla jest widoczna, można wnioskować, że chłodnia ta została ukończona i przez jakiś czas mogła funkcjonować. Budowla ta pojawia się na niemieckim planie sytuacyjnym fabryki amunicji Dynamit AG Ludwigsdorf z sierpnia 1940 r. (patrz książka „Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich” s. 23.). Na tym planie brakuje chłodni, która stała przy budynku elektrowni od strony linii kolejowej Kłodzko-Wałbrzych. Chłodnia ta, znajduje się na planach sytuacyjnych z lat ubiegłych. Wygląda na to, że do sierpnia 1940 r., została rozebrana i zastąpiona nową, omawianą chłodnią kominową, która była dwukrotnie większa od poprzedniej. Ze względu na dużą średnicę podstawy (30 metrów), nowa chłodnia została wybudowana w innym miejscu. Z informacji, które uzyskałem od pierwszych powojennych mieszkańców Ludwikowic Kłodzkich, wynika, że po zlikwidowaniu elektrowni, przez długi czas zachowały się elementy stanowiące połączenia wodociągowe infrastruktury omawianej chłodni z elektrownią. Znaleziono między innymi rozetki rozbryzgowe, stanowiące elementy urządzeń wewnętrznych chłodni, które służyły do procesu chłodzenia wody. Na podstawie tych informacji i porównania tej budowli z takimi samymi, które znajdują się w pobliżu innych elektrowni, wnioskować należy, że była to chłodnia typu otwartego, składająca się z wieży kominowej zbudowanej z lekkiej konstrukcji, urządzeń wewnętrznych oraz otwartego, żelbetowego zbiornika na wodę schłodzoną.

Rozetka rozbryzgowa znaleziona w Ludwikowicach (za: Dolny-slask.org)

Rurociąg, którym płynęła gorąca woda, poprowadzony był z elektrowni do wieży kominowej a następnie skierowany był do jej górnej części. Ostatni odcinek rurociągu prowadził wzdłuż wieży kominowej. Na tym odcinku, w wewnętrznej część wieży, rozgałęziały się z niego liczne przewody rurowe. Gorąca woda wypływała z tych przewodów pod dużym ciśnieniem i spadała na porcelanowe miseczki (rozetki rozbryzgowe), uderzając w nie rozdrabniała się na krople. Następnie krople wody spadały na płaskie talerzyki porcelanowe ułożone w określonych odstępach jeden pod drugim (każdy kolejny talerzyk miał większą średnicę). W ten sposób spływająca po nich woda tworzyła błonkę wodną, która dawała dużą powierzchnię styku z chłodzącym powietrzem. Woda ostatecznie gromadziła się w żelbetowym zbiorniku u podstawy chłodni, skąd pompowano ją ponownie do elektrowni. Między wieżą kominową stojącą na żelbetowej konstrukcji a zwierciadłem wody w zbiorniku, znajdowała się pusta przestrzeń ułatwiająca dostęp powietrza, którego naturalny ruch wewnątrz wieży kominowej wykorzystywany był w procesie chłodzenia wody.

Ponadto kable wysokiego napięcia prowadziły w tym przypadku od elektrowni do stacji pomp a nie – jak niektórzy twierdzą – dalej do kanału i do basenu chłodni. Do basenu chłodni prowadziły w kanale tylko przewody rurowe, którymi przepływała woda schłodzona. Kable wysokiego napięcia ułożone były w odrębnym podziemnym kanale, który prowadził od budynku elektrowni do budynku rozdzielni (nr 143 na niemieckim planie budowy fabryki z 1942 r. – patrz książka „Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich” s. 20.), omijając o kilkanaście metrów basen chłodni kominowej. Kto nie wierzy to polecam sprawdzić w AP Wrocław w zespole Urząd Górniczy w Wałbrzychu, akta kopalni Wenceslaus. I to byłoby na tyle.

Autor: Paweł Jeżewski

25 odpowiedzi na „Chłodnia kominowa c.d.

  1. Tomasz pisze:

    Pawle i także ten temat powinien być w książce mimo iż wiadomo że to jest podstawa chłodni kominowej.Myślę iż największy oszust stulecia w tym temacie IGOR W. nigdy nie uniesie się honorem i przestanie być oszustem.Pozostaje Nam tylko walka z tym oszustem i kompromitacja tego Pana na każdym kroku.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      A może on nie jest oszustem tylko po prostu nie ma wiedzy i pojęcia jak taka budowla z urządzeniami funkcjonuje i brnie w zaparte bazując na swojej wyobraźni. 😀 Może warto podesłać mu link do tego artykułu.

      • Tomasz pisze:

        Twoje życzenie zostało spełnione:) I tak miałem odpisać na maila którego kopie podesłałem do Ciebie.Odnośnie tematu o który pytałeś ostatnio niestety brak czasu nadmiar obowiązków służbowych i dzieci 🙂 Ale chcę dotrzymać termin na przyszły rok W lipcu lecę do Anglii do dwóch żyjących jeńców.Mam nadzieję iż zdążę bo zegar w tym wieku szybko tyka.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Super. Ja robiłem niedawno rozpoznanie w Archiwum Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach. Ale o dziwo, tam nie mają nic na temat tego obozu (wiedzą tylko, że na pewno istniał). A jednak wskazówki i poszlaki są dosyć twarde. Ciekawy jestem co uda się Tobie z kolei ustalić. Trzymam mocno kciuki no i się już doczekać nie mogę Twojej książki.

  2. kliper2 pisze:

    Dobra informacja dla niedowiarków , ale tak na marginesie , w to ze to moglo byc cos innego to moglby uwierzyc czlowiek z lekkim odchyleniem od normy.

  3. jan_Mat1 pisze:

    Zadam tylko jedno pytanie . Dlaczego do tej pory tak chętny do wierceń wszystkiego w koło chłodni, do odkopywania ciężkim sprzętem każdej dziury pan K. nie odsłonił dna zbiornika chłodni.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Cała ta historia z chłodnią kominową jako „muchołapką” w Ludwikowicach Kłodzkich to porażka, która nie powinna mieć miejsca. Jedno wielkie przekłamanie faktów historycznych.

  4. Paweł Jeżewski pisze:

    A tu link do artykułu o mojej książce: http://nowaruda24.pl/1429711899/co-kryja-ludwikowice 😀

    • McLine pisze:

      A jakaż recenzja Twojej książki jest u konkurencji w tym tygodniu, że Ho Ho Ho ! Teraz jesteś na ustach wszystkich mieszkańców Nowej Rudy i okolic (oczywiście pozytywnie).

      • Paweł Jeżewski pisze:

        Tak, czytałem. Recenzja prawie na całą stronę i bardzo ładnie napisana (styl). Zamieszczę ją tu dla czytelników bloga za tydzień, żeby mogli również poczytać. Tymczasem czekam na różne opinie innych czytelników (w tym „krwi”).

        • krwi pisze:

          Książka właśnie do mnie dotarła, pierwsze wrażenie bardzo ładnie wydana, tekst okraszony zdjęciami, rysunkami także zabieram się do czytania.

          • Paweł Jeżewski pisze:

            Dopiero teraz dotarła? To gdzie Ty mieszkasz, w Indonezji? 😉 W każdym razie cieszę się, że dotarła i już ruszyłeś do boju z czytaniem. 😀 Zatem czekam na Twoją recenzję.

  5. Maniek pisze:

    Witam,

    W komentarzach na stronie Nowej Rudy ktoś określił te książką jako biblię dla turystów terenu Ludwikowic Kłodzkich. W pełni się z tym zgadzam. Przeczytałem tę książkę już dwa razy a na wiosnę ruszam z nią w teren. Lepszego przewodnika popartego wiedzą dokumentalną nie ma.

    Gratuluje super książki i pozdrawiam.
    Maniek.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Witaj.
      Ja jako autor i eksplorator również mam takie samo zdanie. Lepszej książki o wojennej historii Ludwikowic Kłodzkich nie ma i nie będzie, chyba, że za 10 lat, jak zrobię drugie jej wydanie, które uzupełnię o nową wiedzę. W tej chwili to jest maks wiedzy jaką mam o Ludwikowicach. Mam nadzieję, że przez kolejne 10 lat uda się coś więcej ustalić, jakieś nowe dokumenty zdobyć, itd. No i za 10 lat wyrośnie nam nowe pokolenie czytelników (dzieciaki mające obecnie 10 lat za kolejne 10, będą miały 20 ;-)). Pozdr.

  6. F.Krk pisze:

    Lekturę mam już za sobą. Szkoda, że nie ma więcej.. chciałoby się jeszcze czytać, a tu koniec. Książka super napisana, ogrom informacji, takie pozycje to bym połykał jedna za drugą. Szkoda, że na rozszerzone wydanie będzie trzeba tak długo czekać. Mam jeszcze pytanie. Książkę mam bez dedykacji (kupiłem na wysyłkę w Księgarni Odkrywca), w maju będę zwiedzał Ludwikowice (Gontowa, fabryka amunicji). Jest możliwość spotkania z Tobą i dedykacja dla mnie?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Witaj. Bardzo mi miło, że książka się tak podoba.
      Z dedykacją nie ma problemu. Odezwij się do mnie na e-mail i ustalimy.

      Jeżelibym kiedyś rozszerzał tę książkę to prawdopodobnie najwięcej poszłoby tekstu w pierwszy rozdział. No chyba, że do rozdziału trzeciego miałbym jakieś dokumenty techniczno-budowlane lub inne, które coś więcej by o tej budowie mówiły. Teren mamy tam zinwentaryzowany w 100% (nie licząc sztolni nr 3, którą zinwentaryzowaliśmy aż do zawałów całkowicie zamykających światło wyrobisk). Jest jeszcze wiele pytań do tej budowy, na które obecnie nie umiem odpowiedzieć. Natomiast temat zawarty w rozdziale pierwszym również bardzo mnie intryguje. Zawarłem w nim dokumenty, inwentaryzacje, relacje.. itd. a jednak jest… coś.. coś.. i nie chodzi mi tylko o ten „brakujący” w terenie bunkier nr 518 😉 Na razie żadnej nowej wiedzy (faktów) poza tym co zawarłem w książce nie mam, póki co..(jedynie spekulacje i domysły).

  7. Zajcew pisze:

    „…coś…coś..” czyli jest coś jeszcze konkretnego na rzeczy?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Na to na razie są tylko dowody poszlakowe, więc o tym w książce nie pisałem, bo nie mam żadnego potwierdzenia. Bunkier 518 został przedstawiony w książce bo na to są dokumenty, do których dotarłem w archiwum. W terenie go nie widać, więc można wnioskować, że został z jakiegoś powodu dobrze zamaskowany. Ale bunkier to jedno a co innego to drugie.. W książce przedstawiłem fakty jasno i czytelnie a wnioski należą indywidualnie do każdego czytelnika. Jest teraz ciekawiej, bo każdy mając takie opracowanie, mapy, zdjęcia i opisy, łatwiej poradzi sobie w terenie. Ja na tę chwilę o Ludwikowicach z okresu II w.św., nic więcej nie wiem ponad to, co zawarłem w książce. Reszta to tylko domysły, przemyślenia, niczym konkretnym jeszcze nie poparte, ale zobaczę co będzie za jakiś czas… 😉

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Za co przepraszasz? Świetny materiał zrobiłeś, brawo! Podkład dźwiękowy bardzo dobry, motoryka dobra, nie ma monotonni, widać wszystkie szczegóły, zaglądałeś w każdy przewód rurowy, a w kanałach pokopalnianych nawet pająki zostały nagrane. Pogoda dopisała. Czego chcieć więcej? Mnie się podoba. 🙂

  8. Znaki Riese pisze:

    Dzięki 😀
    No to przepraszam za przeprosiny… 😛
    Ty jednak Pawle powinieneś pisac te recenzje !!!
    Rozkminiłeś to video w kilku dosadnych zdaniach 😉

    Zabrakło zwyczajnie czasu na inne dziury:-(
    Ale „przysłowie”…to nie uciecze… 😀

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Tak, dziury to nie zające, nie uciekną 😀 To był póki co Twój debiut filmowy w Ludwikowicach Kł. pod szyldem „Znaki Riese”.

  9. Albert pisze:

    Gdzieś w necie pod jakimś głupim filmikiem o muchołapce, znalazłem ten komentarz.
    „Marek Tomaszewski
    1 rok temu
    Bez cudów ! To konstrukcja przeciwwiatrowego fundamentu chłodni kominowej Elektrozitats Werke Ludwigsdorf Moelke.
    Bliżej ul. Fabrycznej stały już dwie lub trzy chłodnie kominowe, Ten fundament był przeznacznoy dla kolejnej, której wymagały potrzeby gospodarki wojennej. Wewnątrz tego kręgu był zbiornik wody. A z dna zbiornika, wystawały betonowe słupki o kwadratowym przekroju. Głębokość wody wynosiła ok. 1,8 – 2,0 m. Byłem w 1947r. przy tej konstrukcji. Woda była opadowa, zielona od rozwoju glonów, i lustro lekko przykrywało wierzchy słupków. Wewnętrzna powierzchnia zbiornika i słupki pokryte były glonowym zielonym śluzem, co oznaczało że jeżeli „wpadniesz do środka to o swoich silach nie wyjdziesz”. Miałem wtedy 10 lat. Był to teren Wytwórni Wyposażenia Wojskowego Ludwikowickie Kłackie – Kłodzkie, mającej powstać na resztkach wojennej masy upadłościowej Dynamit Nobel AG Ludwigsdorf am Neurode. Dyrektorem WWW był inż. Stanisław Bromirski. Ok. 1948r. z braku finansów w budżecie MON zrezygnował z uruchomienia produkcji, zlikwidowano z wartowniczego strzeżenia ogrodzonego drutem kolczastym na betonowych słupkach terenu i teren został przekazany w gestię Zjednoczenia Przemysłu Węglowego. Dla którego, spadek” był niechciany. I tak, to co do czegokolwiek mogło się „przydać” zostało rozwleczone….Biura WWW mieściły się przy ul. Fabrycznej nr. 613 na I piętrze – patrząc od ulicy – bo od powórka był to „parter”. Jeszcze w 1947r. rusy chciały sobie stąd brać co potrzeba. Przyjechała kolumna kilkunastu ciężarówek i major w biurze zażądał wydania cemnetu, rur, bieli cynkowej itp. Wyratował sprawę telefon do Min. Ziem Odzyskanych, ci do premiera Szyra, ten do gen. Popławskiego, a ten do majora przez tefonnuju trubku wypuścił wiązkę jobów na maksymalnym diapazonie głosu tak, że major do trubki trzaskał kopytami i trzasnąwszy drzwiami w futryny zabrał swoje ciężarówki. Została tylko wisząca chmura smrodu spalin samochodowych…”
    Dla mnie brzmi sensownie, ale ciekaw jestem Twojej opinii.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Okej, tylko mała uwaga: chłodnia nr 4 nie była budowana ze względu na potrzeby wojny. Moc elektrowni zamierzano zwiększyć w innym celu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *