Ukryty podziemny obiekt „Riese”

Wejście do sztolni nr 1 w Soboniu - fot. Paweł Jeżewski

Wejście do sztolni nr 1 w Soboniu – fot. Paweł Jeżewski

Czy w Górach Sowich pod koniec II wojny światowej hitlerowcy zamaskowali podziemny obiekt o dużej kubaturze, w dodatku taki, który jest w jakimś stopniu ukończony? To pytania stawia sobie chyba każdy eksplorator i badacz historii tajemnic III Rzeszy na Dolnym Śląsku. Za tym pytaniem idzie jednak kolejne. Otóż, jeżeli okaże się, że taki obiekt istnieje i uda się ustalić jego położenie, to co wówczas należałoby zrobić? Zgłosić to do konserwatora zabytków, żeby obiekt ten zablokowano i następnie zrobiono z niego w pierwszej kolejności medialną siekę, a w dalszej kolejności jak już pożywi się prasa, to rzucić go na pastwę komercji? Czy lepiej byłoby po cichu go zbadać, skartować, udokumentować i nikomu poza zaufanym kręgiem osób o nim nie mówić? A w internecie walić przysłowiowego głupa, że w „Riese” nic poza tym co widać nie wybudowano? To są pytania do Was czytelnicy. Chciałbym znać Waszą opinię.

Autor: Paweł Jeżewski

61 odpowiedzi na „Ukryty podziemny obiekt „Riese”

  1. Znaki pisze:

    Jestem za kompletną ciszą w takich sprawach 🙂 przysłowiowa Gęba na kłódkę;)

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Ja też tak uważam. Lepiej mówić, że nic więcej nie ma poza tym co widać. Gdyby taki obiekt został odkryty to na 100% skończyłoby się to komercją, a wcześniej medialnym biciem piany do upadłego. Odkrywcy takiego obiektu mieliby wielkie z tego g….

  2. Andrzejek pisze:

    Witam,
    Blog ten czytam od dawna i w końcu postanowiłem coś napisać (jestem leniwy w pisaniu). Otóż w odpowiedzi mówię NIE, NIC NIE MÓWICIE. Zwiedzałem RIESE wiele razy i jak na spowiedzi mówię, że różnica między zwiedzaniem z przewodnikiem trasy podziemnej przygotowanej do zwiedzania a zwiedzania na dziko jest przepastna na korzyść zwiedzania na dziko.

    Widzę że w tym wpisie jest zdjęcie przedstawiające wejście do sztolni na Soboniu. Byłem na Soboniu ze swoją rodziną i znajomymi jesienią tego roku i wdzieliśmy tam Ciebie z jakimiś dwoma kolegami. Pamiętam, że mieliście ze sobą jakieś plany-mapy, z których z jedną coś tam jakby porównywaliście z terenem, czyżby plany budowy „Riese” ? 🙂

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Hahaha, to nie żadne plany „Riese” tylko nasze mapy robocze terenu zrobione na komputerze (sam je osobiście robiłem) a kolega wydrukował na ploterze. Mamy takie mapy kompleksu Soboń, Osówka, Włodarz i Gontowa. Mapę kompleksu Gontowa opublikowałem w książce Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich, oczywiście w małej skali (format A5). Pozostałe mapy nie będą opublikowane i udostępnione do komercyjnego użytku. Mam jeszcze mapę terenu dawnej fabryki amunicji / kopalni Wacław w Ludwikowicach Kłodzkich. Ta mapa również została opublikowana w tej samej książce.

  3. Helmut Knopke pisze:

    Bardzo egoistyczne podejście. Typowa reakcja psa ogrodnika.
    Nieodkryte sztolnie nie są twoją własnością, należą do całego społeczeństwa. Widzę że żal dupę ściska jak widzisz turystów odwiedzających sztolnie. Typowy ból dupy. Na to jest stosowna maść. Pochamuj własne ego.
    Zresztą zgłoszenia znaleziska wymaga prawo.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      A twój komentarz to typowa reakcja jaką często spotykałem w internecie w postach autorstwa kaliskiego erotomana – typowego bezmyślnego nieudacznika, który coś tam próbował, ale mu nie wyszło.
      Nie obchodzi mnie bycie właścicielem podziemnej trasy turystycznej. Ba, popieram takie działania (turystkę), jedynie jestem przeciwny otwieraniu tras podziemnych w obiektach, które nie zostały do końca zinwentaryzowane i przebadane (vide nieprzebrany „uskok” w Osówce).
      Moje ego ma się dobrze, a złamanie prawa należy udowodnić, inaczej, za pomówienie o działalność przestępczą można słono beknąć.

  4. Tomipol1 pisze:

    Czy mamy ukryty jakiś obiekt? Jeszcze kilka lat temu byłem sceptycznie nastawiony do takich informacji.Jednak od jakiegoś czasu podczas prac na moim tematem zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nie ma takiego obiektu.Oczywiście w tej kwestii to Ty Pawle z racji że prowadzisz sporą eksplorację terenową powinieneś się wypowiedzieć.Ja mogę dorzucić klika uwag.Przede wszystkim wiem już na pewno że ustalona do tej pory liczba więźniów AL Riese nie zgadza się i chodzi tutaj o duże liczby.I nawet dokumenty znalezione w Pradze nie podają faktycznej liczby więźniów.Jeżeli popatrzymy na liczbę więźniów to zaczniemy się zastanawiać co oni wszyscy robili ? Porównując to do innych obiektów wybudowanych przez Niemców i liczby osób które je budowały to wychodzą nam w Riese potężne niezgodności. A więc co ci jeńcy budowali? Mogę tutaj przytoczyć też ciekawą informację o kwaterze w Wilczym Szańcu jej koszt budowy wyniósł około 40 mln RM a jak podaje A.Speer koszt budowy Riese wyniósł lub miał wynieść 150 mln RM.Co do udostępnienia takiego obiektu jeżeli zostałby znaleziony jestem na tak.Ale przede wszystkim po dokładnym jego zbadaniu.Oczywiście aby nie doszło tutaj do jakiejś profanacji jak np na Włodarzu lub Molke.To odkrywca takiego obiektu powinien wpłynąć podczas jego zgłaszania na zawarcie odpowiednich zapisów w zgłoszeniu.Obiekt ten zapewne byłby( żyłą złota ) dla gminy i to gmina powinna udostępnić taki obiekt dla ruchu turystycznego a nie osoba prywatna.Tutaj żyję też nadzieją że gmina Walim odzyska po upływie terminu dzierżawy Włodarz.Jest także wielce prawdopodobne że jeżeli taki obiekt istnieje to może on być masową mogiłą.I tutaj nasunie się pytanie co dalej ?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Otóż to. Zgadzam się z Tobą w 100%-tach, że nowy obiekt wpierw powinien zostać dokładnie zbadany, a następnie udostępniony do ruchu turystycznego przez gminę. Najlepiej żeby odbywało się to jeszcze pod nadzorem Muzeum Gross-Rosen. Na Gontowej nie ma więcej sztolni niż 4. W Osówce są tylko 3 sztolnie, we Włodarzu 4… Czy gdzieś jeszcze są jakieś inne sztolnie w Górach Sowich, które zostały zamaskowane? Ja na to pytanie nie odpowiem 😀

  5. Ondrasz pisze:

    No to do zobaczenia w TYM obiekcie.
    Ale to dopiero w październiku.
    Pierwszeństwo ma urlop z żoną.

  6. Znaki pisze:

    i tak czytam i czytam …ale i nie tylko…
    …myślę…czaję…
    …i tylko między zdaniami się uśmiecham pod nosem 😉
    …skubańcy… 😀

    • Pablos pisze:

      Też mi się tak wydaje, że autor bloga wraz ze znajomymi coś namierzył. „Ondrasz” już coś tam wyjawił 😉 Rozumiem, że te kilka ostatnich postów, to jakiś wentyl dla rozentuzjazmowanych odkrywców – lepiej spuścić z siebie trochę napięcia, pisząc posty, a co by było gdyby, niż trzymać wszystko w tajemnicy aż do domniemanego dnia pierwszej próby eksploracji – wtedy możliwość wygadania się rosłaby geometrycznie w miarę upływu czasu pozostałego do dnia wejścia 🙂

  7. McLine pisze:

    Panowie! Ale jeśli w tych podziemiach są zawały to sprawę skomplikuje, bo trzeba je przebierać. Kręcenie się wokół wtórnie za każdym razem maskowanego wejścia do obiektu wcześniej czy później zwróci uwagę tych którzy żyją z Riese, których coraz więcej przybywa zwłaszcza w sezonie turystycznym. Gdyby do końca niezbadany obiekt dostał się w ręce komercji to byłaby druga Osówka z „uskokiem” nigdy nie przebranym. Najlepiej nie zgłaszać a ewentualne zawały lub sztuczne zapory po woli przebierać, na to przeznaczyć kilka lat.

  8. Paweł Jeżewski pisze:

    Czytam, czytam i czytam.. i widzę, że sprawa została przegłosowana. Werdykt Wasz brzmi: nie zgłaszać. Ja również tak uważam. Skończyłoby się to medialną sensacją, biciem piany, pchaniem ryja do kamery jak zwykle medialnych znawców, którzy palcem w temacie nie ruszyli a na koniec byłoby tak, że kolejny niezbadany do końca obiekt zostałby zablokowany przez komercję. Czyli po prostu należy robić swoje, po cichu, walić głupa, że nic więcej w „Riese” nie wykonano w podziemiach a ewentualny odkryty obiekt podziemny badać, eksplorować z należytą starannością, cierpliwością i ostrożnością, żeby się to nie wydało. Takie mam wnioski po Waszych komentarzach. 🙂

  9. kapuchy pisze:

    Jak to mawiają (troszkę trawestując) – racja jest jak dupa, kazdy ma własną.
    1) z doświadczenia wiem, że zarządzanie takimi obiektami przez gminę niczego dobrego nie przynosi
    2) dzierżawa osobom lub firmom prywatnym z góry jest skazana na komercję, bo waria.. tfu, pasjonatów z grubymi pieniędzmi, zeby takie coś sensownie utrzymać raczej niewielu…
    3) nie zgłaszanie TAKIEGO znaleziska to juz nie egoizm, tylko coś znacznie więcej w negatywnym tego słowa znaczeniu. Każdy z nas w swoich poszukiwaniach korzysta w jakiejś części z wiedzy, którą udostępnili wcześniej inni. Nawet jeśli się okazało, że się mylili, to przyczynili się do zmiany, poszerzenia wiedzy przez weryfikację ich błędów.
    Oczywiście, rodzi się również pytanie – szukamy dla rozwiązania tajemnic, zagadek, czy dla wymiernych korzyści własnych…? To, że w obecnym świecie nie brakuje zawistnych i zazdrosnych typów, chcących sobie przypisać czyjeś zasługi to niestety rzeczywistość i jej nie zmienimy. Ale czy przez to odbierać całej rzeszy prawdziwych pasjonatów cały szereg emocji związanych z takim odkryciem (nieważne – własnym czy czyimś)? Od jakiegoś czasu obserwuję niepokojące zjawisko takiego właśnie postępowania. „wiem, ale nie powiem”, „ja znalazłem, ale mnie to mało interesuje to se poszukajcie sami”, itd itp.. Pawle, żeby nie było – to dotyczy WIELU osób ze środowisk eksploratorskich. A to do niczego dobrego nie prowadzi. Ja docierając do jakichś informacji dzieliłem się nimi z tymi, którzy wykazywali nimi ZDROWE zainteresowanie. Sam wszystkiego nie przejem. A do grobu zabierać…? Chyba bez sensu. Tym bardziej, że tak naprawdę najistotniesze w całej eksploracji Riese jest wyjaśnienie jak najpełniejsze kwestii związanych z gigantyczną tragedią tysięcy ludzkich istnień bestialsko wykorzystanych i unicestwionych, oraz wyjaśnienie tajemnicy przeznaczenia. Jednoznacznego wyjaśnienia, a nie setek domysłów i spekulacji. A ten aspekt jakoś zdecydowanej większości poszukiwaczy całkowicie ginie. I sprowadza się do zbijania mniej lub bardziej materialnego kapitału.
    Ponadto zakładając, że „jest to obiekt o dużej kubaturze, w dodatku taki, który jest w jakimś stopniu ukończony”, to jego zbadanie i udokumentowanie wymaga zarówno odpowiedniego wyposażenia, wiedzy, środków, czasu i jeszcze paru dupereli, na które pojedynczych osób raczej nie stać ot tak.
    Gdyby to o mnie chodziło, to bym się taką wiedzą podzielił. Raczej nie na łamach prasy i innych mediów, bo to pomyłka, ale na pewno w szerszym gronie ludzi dzielących pasję.
    Długo by można pisać o wszystkich aspektach działania grup eksploracyjnych, bo temat sakramencko złożony, ale dla mnie to wszystko idzie w bardzo złym kierunku.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Dzięki kapuchy za Twoje przemyślenia. Ja się z Tobą w zasadzie zgadzam, dlatego np. nie prowadzę eksploracji terenowej sam (a i do archiwów bywa, że sam nie jadę, bo jeden może tylko 10-20 jednostek zamówić, a w kilka osób to zawsze więcej się zrobi, nie mówiąc już o ściąganiu dokumentów z różnych źródeł spoza naszego kraju). Prowadzę eksplorację z tymi, którzy wykazują ZDROWE zainteresowanie, czyli w szerszym gronie ludzi dzielących pasję, tj. mam doskonałą ekipę i jestem z niej bardzo zadowolony. Jeżeli zlokalizujemy i odkopiemy zamaskowany przez hitlerowców obiekt podziemny o dużej kubaturze to możliwe, że lata upłyną zanim go dogłębnie zbadamy, ale gdzie nam się spieszy? W każdym razie ja uważam tak samo jak kolega McLine, że nie można oddawać w ręce komercji (a tak by to się skończyło) obiektu nie do końca zbadanego, bo znowu będzie przez 30 lat gdybanie tak jak z „uskokiem” w Osówce, co się za tym zawałem tam kryje.

    • Znaki pisze:

      Kapuchy 😉 raczej oszczędny w komentarzach 😉 tym razem się wywalił z deka/o 😀

  10. Zajcew pisze:

    Coś jakby wisi w powietrzu… Możliwe, że coś zostało namierzone i teraz jest kłopot co z tym dalej zrobić. Udawać, że w Sowich nic więcej nie zbudowano i działać po cichu dalej czy przeczekać do lepszych czasów i wtedy ruszyć ? Tego się pewnie nie dowiemy, tak wnioskuję z tego co czytam. A może to tylko niewinne posty a mi wyobraźnia pracuje i posuwa sensacyjne scenariusze. Na domiar wszystkiego Paweł nic nie chce publikować spoza swojego obrębu zamieszkania, jedna świetnia książka o Ludwikowicach, a przydałaby się taka o całym „Riese” jak to już sugerował Krwi. Wtedy by się pewnie wszystko okazało…

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Pewnie i by się okazało.. 😉 Cóż, przyznam, że jest duży postęp w eksploracji, nie tylko Gontowej. Robi się coraz ciekawiej, ale potrzebny jest czas i cierpliwości a nie pchanie ryja do kamery pt. „patrzcie my tu kopiemy”, albo „zobaczcie jakie mam nowe dokumenty” (choć niektórzy się tak chwalą, zwłaszcza jak ktoś inny wcześniej je przywiózł do Polski). Na razie tylko chciałem od Was wiedzieć jakbyście Wy postąpili w przypadku gdyby… i to wszystko. 🙂

  11. kliper2 pisze:

    Ja bym przebadal ten obiekt do granic moich mozliwosci( dlugie lata nie wchodza w rachube bo to bez sensu) . A nastepnie bym dał reszcie spojrzec na niego, bo co mi po nim takim ukrytym sobie.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Czas na eksploracje i badania takiego obiektu uzależnione są od bezpiecznych możliwości jego odkopania (wejścia), od jego kubatury, stanu technicznego (np. czy nie ma zawałów, które trzeba przebierać, czy nie ma innych blokad (grodzie, pancerne drzwi, które trzeba ciąć), czy obiekt nie jest zalany wodą. itd. A dać reszcie spojrzeć na niego = oddać w ręce komercji, OK > ale wpierw trzeba byłoby obiekt przebadać od A do Z, a to może potrwać niestety latami..

  12. Histaminer pisze:

    Najwięcej chcą żeby pokazywać ci którzy najmniej robią, albo robią ale im nie wychodzi. To stara eksploracyjna prawda.

    • Znaki pisze:

      @Histaminersię czepiasz…draniukibice tez są ważni…

      • McLine pisze:

        Najważniejszy jest brzuchaty siwobrody Adam, którego z paczką widziałem jakiś czas temu na Gontowej. Gdy coś objaśniał słuchaczom to podskakiwał obiema nogami do góry jak Gabriel Janowski. Później go widziałem na Wielkiej Sowie i też podskakiwał.. 🙂 Odnośnie meritum to gdyby np. wyciekła informacja o lokalizacji wejścia do nieznanego podziemnego obiektu w Górach Sowich to pewnie tak by tam popędził w tych swoich podskokach jak kangur. 🙂 To są przypadki w „Riese” warte odnotowania. 🙂

    • kliper2 pisze:

      Czy ten komentarz tyczył sie mnie?

  13. krwi pisze:

    Jestem zdania, że prawdopodobieństwo istnienia ukrytego przez hitlerowców podziemnego obiektu o znacznej kubaturze jest znikome (aczkolwiek nie pozbawione pewnych podstaw) także te rozważania raczej pozostaną rozważaniami teoretycznymi.

    Jak najlepiej walczyć z komercją? Pokazywać fakty, książka Pawła i artykuł w Odkrywcy wyraźnie to pokazały. Jeśli znajdziecie taki obiekt otwórzcie sami trasę turystyczną pod patronatem muzeum Gross Rosen gdzie turysta zapozna się z ponurymi faktami o tej budowie. Wtedy okoliczne cyrki szybką wymrą śmiercią naturalną. Przywrócilibyście temu miejscu należyty szacunek.
    Natomiast mówienie, że jak coś odkryję to zabiorę tę widzę do grobu bo zaraz będzie drugim Włodarzem, Osówką z uskokiem, że znane i „lubiane” gęby przed kamerami itp. obieram wyłącznie jako wymówkę, próbę sankcjonowania własnej prywaty. A oczywiste jest, że jeśli hitlerowcy rzeczywiście zamaskowaliby jakiś obiekt (a nie natura) to na pewno nie pusty, zadali by sobie trud w jakimś celu, aby coś ukryć.
    Myślę, że poruszasz ten temat na blogu bo nie do końca Ci to Pawle pasuje. Książka, którą wydałeś to praca naukowa z nieznanymi wcześniej faktami i ustaleniami a nie kolejna bezwartościowa bzdura o „Złotym Pociągu” napisana wyłącznie w celu zbicia kasy na chwilowej koniunkturze. Natomiast Tobie pewnie nawet nie zwróciły się koszty jakie poniosłeś. Myślę więc, że jednak nie jesteś typem kierującym się wyłącznie własnym interesem i wiedzy o takim obiekcie byś do grobu nie zabrał.
    Nie przesadzajcie również, że każdy taki obiekt od razu staję się atrakcją turystyczną, wiele różnych podziemnych obiektów jest i jakoś nikt się nimi nie interesuje.

    Jest też kwestia formalno prawna w świetle której cała ta dyskusja nie ma sensu bo chyba nie będziemy się tu przekonywać, że łamanie prawa jest dopuszczalne tylko dlatego, że nam akurat nie pasuje.

    Moje skromne zdanie jest takie, że lepiej jednak taki obiekt ujawnić ale w sposób rozsądny i odpowiedzialny tak aby ryzyko z jego nieodpowiednim wykorzystaniem było zminimalizowane.

    Oczywiście sam nic nie znajdę bo nie szukam, z konia nie spadnę bo konno nie jeżdżę a chętnie bym zobaczył więc taki oczywisty bias ma moja opinia 🙂

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Teren budowy „Riese” znam bardzo dobrze, bo przez kilka lat prowadziłem tam ze znajomymi inwentaryzacje oraz eksploracje. Nakopaliśmy się zdrowo i co ważne nie ma po tym śladu, a najważniejsze są dokonane przez nas odkrycia, te drobne i te większe. Dzięki temu wiemy już gdzie była prowadzona instalacja elektroenergetyczna, wodna, kanalizacyjna, gdzie były ułożone tory, itd. Wykopaliśmy również liczne pozostałości po tej budowie: od śrubki, po prawdziwe, że tak powiem cuda.. 😉 Poza tym ja tej dokumentacji archiwalnej również trochę już widziałem, i tej znanej, która była już publikowana i tej, która jest nieznana. Widziałem także różne zdjęcia archiwalne. Wnioski mam takie, że nie powiedziałbym dwa razy, że to co obecnie w Górach Sowich widać, to jest wszystko. Ale jak jest naprawdę to dopiero pokażą dalsze badania, które mogą się wlec, ze względu na to, że „drzewa i ściany mają oczy i uszy” a komercja tylko czeka.

      Trasa turystyczna z kasa biletową nie w każdym przypadku jest możliwa, bo obiekt może znajdować się wysoko w terenie leśnym i wówczas takie coś jest niemożliwe. Natomiast na pewno zawędrowałaby tam komercja ruchoma, której ostatnio jest jak grzybów po deszczu. Nie chciałbym, żeby za moją sprawą później jakiś wieśniak z Głuszycy oprowadzał po niebezpiecznym, niezabezpieczonym obiekcie podziemnym dzieci i młodzież, za pieniądze bo mogłoby dojść do tragedii.

  14. jan_Mat1 pisze:

    Rozważania nad ukrytymi przez Niemców , wykończonych czy też nie podziemnych obiektów w rejonie Gór Sowich mogą się okazać dywagacjami nad czymś czego nie ma. Mając wiedzę o terminie rozpoczęcia prac 1943 rok, nad projektem Riese trudno jest przyjąć za fakt że Niemcy nawet przy jak największej liczbie pracujących przy tym projekcie ludzi byli w stanie wykonać obiekt całkowicie wykończony. Jeżeli już może to być obiekt wielkości obecnie znanych i w takim samym stanie zaawansowania . Bardzo optymistyczne założenie że jedna zmiana była w stanie wykonać 1,2 m postępu przodka, łatwo jest wyliczyć jaką długość wyrobiska można było uzyskać w tak krótkim czasie, co z resztą potwierdzają wielkości znanych nam obiektów które nie są porażające rozmiarami. Można różnie interpretować , dopasowywać znane fakty do teorii o istnieniu nieodkrytych podziemiach w rejonie Gór Sowich , ale jeżeli są to raczej jest pewne że nie są one większe od już udostępnionych. Trzeba wziąć pod uwagę że wielkość wyrobisk była ograniczona czasem ich powstawania, ówczesną techniką drążenia wyrobisk jak i siłą fizyczną więźniów. Raczej jest pewne że w udostępnionych (znanych) obiektach mających dwa czy też więcej wejść, roboty górnicze były prowadzone równocześnie w kilku przodkach które w końcowym etapie łączyły się ze sobą. Przyjmując że praca w tych przodkach była prowadzona przez trzy czy też cztery zmiany to wymagała ona zatrudnienia dużej ilości ludzi. Do tego trzeba dodać załogi prac towarzyszących takich jak , transport materiałów w większości ręczny. Tworzenie infrastruktury w obrębie obiektów , drogi i inne, budowa obiektów naziemnych . Tak szeroki front robót prowadzonych w dziewiczym terenie wymagał bardzo dużej ilości ludzi. Co do komercyjnego wykorzystania ewentualnie odkrytych w przyszłości obiektów w takiej samej formie jak te które już są udostępnione było by kompletną porażką. Obecna forma przedstawiania podziemi to przede wszystkim nacisk na tajemniczość tych obiektów, opowiadanie zwiedzającym nie potwierdzonych teorii o ich przeznaczeniu, wciskanie kitu o ukrytych depozytach jak i kolejnych poziomach podziemi. Fakt niewolniczej , wyniszczającej pracy więźniów ich ofiara życia jest trzeciorzędny a powinien być pierwszorzędny.

    • kapuchy pisze:

      Niemcy udowodnili na wielu obiektach, że potrafią utrzymywać sakramenckie tempo realizacji. Np. MRU – 32 km (dzisiaj znanych) podziemnych korytarzy, koszary podziemne z pełnym wyposażeniem, grupy warowne, w niemałej częściu w trudnym, bo bagiennym terenie – 3 lata. I tylko siłami normalnych przedsiębiorstw budowlanych, bez wspomagania więźniami. Nie mówiąc o jednocześnie wykonywanym mnóstwie obiektów inżynierii wodnej, jazy, zapory, kanały, mosty, zęby smoka itd.
      Tak więc – można. Wiem, że tu inny grunt, a w zasadzie skała, troszkę trudniejsza logistyka. Ale i tak, na ten czas jaki zużyli to tak naprawdę niewiele tego jest. Podejrzanie niewiele.

  15. kapuchy pisze:

    a fakt, nie w trzy, tylko tak naprawdę w dwa lata, bo rzeczywiste prace nad systemem umocnionym rozpoczęto w 1936,
    a zakończono w 1938 rozkazem Hitlera, delikatnie mówiąc wkurzonego na budowę „nory dla tchórzliwych szczurów”,
    A porównanie nie do końca złe, biorąc pod uwagę
    1) skalę budowy
    2) trudności w drążeniu tuneli ze względu na dużą ilość cieków podziemnych oraz złożoną budowę geologiczną tego terenu
    3) przy budowie nie można było batem i kopami gonić robotników do pracy 24 godziny na dobę

  16. krwi pisze:

    W najnowszym Odkrywcy:

    „Schron przeciwlotniczy nr 518 w Ludwikowicach
    Paweł Jeżewski
    s. 40”

    Pawle uchylisz rąbka tajemnicy?

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Najnowsze badania w Ludwikowicach, przełom – tak jak na okładce napisano – w sprawie tego schronu. Bardzo ciekawa sprawa.

  17. kliper2 pisze:

    A czy nak naprawde bylo by mozliwe zbadanie takiego duzego obiektu pod kazdym katem tak by nikt tego nie dostrzegl? Chyba malo prawdobodobne.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      W tym właśnie cały problem. Obecnie Góry Sowie opanowała komercja. Napływ turystów a wśród nich ludzie niewykształceni, ze wsi, którzy nie są zdolni podjąć i utrzymać żadnej sensownej pracy, więc oprowadzają po terenie „Riese” turystów za miskę ryżu byleby kiszki im marsza z głodu nie grały. Osobna kwestia, że są kamery zamocowane na drzewach.. Generalnie da się, bo różne jamy, doły i szyby się po lasach kopało, trzeba tylko wiedzieć kiedy… a i tak ryzyko jest bardzo duże, a i do stracenia dużo (mowa o potencjalnie dużym kubaturowo obiekcie podziemnym). Gdyby się wydało to komercja zjawiłaby się tam raz raz..

      • Znaki pisze:

        no i co mam uczynić…bo widzę konflikt w tym co czynię czasami…nagrywam łazikowanie…tym samym propaguję właśnie tak zwaną RieseTourism 😉 …czyli przeszkadzam „wam”…a nie chcę….może mi się tylko zdawać, że złapanego bakcyla propaguję…ale chyba mam dziś zły dzień na takie przemyślenia…pewnie i Ty Pawle takich dziwnych przemyśleń w życiu wiele,wiele razy miałeś…;)

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Eee tam, jak do tej pory nam nie napatoczyłeś a w terenie byłem setki razy i ani razu Ciebie nie widziałem. Może jednak nie byłoby tak źle z odkopaniem takiego obiektu i jego inwentaryzacją, która nie równa się przecież wynoszenia tego co tam by się znajdowało. Wchodzimy z gołymi rękami i wychodzimy tak samo. Nie byłoby czegoś takiego jak wynoszenie podwozia od koleby czy lutni tak jak to miało miejsce w 4-ce w Gontowej.

          • McLine pisze:

            Jeden nieznany do tej pory obiekt już został odnaleziony a zadebiutowało to we wrześniowym Odkrywcy. Teraz tylko wypatrywać jak ruszą tam rzesze z łopatami i kilofami….

          • Paweł Jeżewski pisze:

            To mała kubatura.. ale jest ciekawie.

  18. Tomasz pisze:

    Pawle nowy numer Odkrywcy z dobrym artykułem już w sprzedaży.Czas najwyższy aby omówić poprzedni świetny artykuł.Wiesz że byłem gorącym zwolennikiem aby ten temat opisać.Mitomanom i oszustom historyczym stanowcze NIE

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Omówimy w osobnym wątku. Ja również mitomanom i oszustom stanowczo mówię NIE.

      • Histaminer pisze:

        Gratulacje ! Kolejny świetny artykuł w Odkrywcy. Tym razem jest odkrycie nieznanego do tej pory schronu o którym w swojej książce wspominałeś, że gdzieś tam istnieje bo są na to dokumenty. Teraz można rzec BINGO.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Dzięki, to jednak mała kubatura. Co będzie, gdy uda się odkryć taki obiekt u dużo duuużo większej kubaturze i to w Górach Sowich? 🙂

  19. Robert pisze:

    Absurdem jest to co Pan powypisywal.
    A mianowicie.
    —————————
    Paweł Jeżewski pisze:
    3 września 2018 o 21:19
    Aha, i mamy wierzyć w to co podaje.. Schmelcher ? W takim razie Książ był dla Joachima von Ribbentropa, a nie dla Hitlera. Niezła rewelacja.. Mało tego budowano ten obiekt do samego końca wojny a kubatura się nie zgadza z tym co zaplanował Schmelcher w stosunku do tego co wykonano. Jak ktoś chce na siłę dopasowywać planistyczne wizje Schmelchera do rzeczywistości to jego sprawa. Ja bym się pod tym nie podpisał. Tu się z Tobą zgadzam „krwi”. Budowa kwater w 1944 roku w Górach Sowich to absurd, dlatego plany te zmieniono..
    —————————————-

    Zamek Ksiaz oraz jego podziemia to mic innego jak centrala telefoniczna Rudiger.
    Oraz reprezentacyjne kwatery dla politykow.

    Nie zmieniono jakichkolwiek planow! z kad Pan masz takie wiadomosci?
    Jezeli mialby Pan jakiekolwiek wglad do Archiw jednostek wojskowych Niemieckich , to by Pan sie ze wstydu zapadl, przez to cos Pan powypisywal!
    Ja po Polsku za bardzo nie pisze poprawnie, i rozpisywal nie bede sie.
    A napisalem to po to bys Pan nie zmyslal , i zastanowil sie co Pan piszesz….. bo ktos moze to przeczytac…… a w szczegolnosci ludzie niemiecko jezyczni.

    • Paweł Jeżewski pisze:

      To nie ja jestem autorem tego artykułu. To po pierwsze. Nawet do autorów nie można się czepiać, bo podali to co w raporcie podał Schmelcher. A plany budowy „Riese” zmieniono, bo te zmienione plany przywiózł 28 września 1944 roku Schmelcher do Jedliny Zdrój. Poza tym wynika to z prac wykonanych w terenie oraz z różnych innych dokumentów.

      Teraz uwaga do wszystkich: pierwszy i ostatni raz publikuję taki komentarz o tak niskim poziomie merytorycznym i umysłowym, i jeszcze na niego odpowiadam. 🙁

      • jan_Mat1 pisze:

        Pawle nie tak do końca. Takie wpisy można publikować, mogą one wywołać pozytywną dyskusję.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Do końca, do końca. Nie mam zamiaru publikować postów kogoś kto nie zna podstawowych faktów, treści dokumentów, które już dawno były publikowane i jeszcze nazywa mnie kłamcą.

  20. Znaki pisze:

    Mam take pytanie
    Czy na filmie który umieściłem na YT w ok. 10-tej minucie to jest skała czy mieszanka zaprawy z kamorami?
    https://www.youtube.com/watch?v=KyrLxWDD0Ts&lc=z22mi5lquoq2cdzre04t1aokgbjwyunnphggfjse3q4grk0h00410

    pozdrawiam

    • Paweł Jeżewski pisze:

      W jednym miejscu widać gładką powierzchnię uformowaną w ten sposób od deski szalunkowej, ale pewności nie mam. Może to być jakiś lichy beton.

      • krwi pisze:

        Albo zlepieńce.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          Albo zlepieńce. „Krwi” niebawem grafik ruszy się do składania mojej książki, a później to już z górki.. A gdy ukaże się ona w sprzedaży, to wówczas niejeden niedowiarek przekona się na własne oczy jak zobaczy dokument niemiecki, który tam zamieściłem, że na Gontowej pracowano niemal do samego końca wojny. Dla mnie to jest kompletna sensacja. 🙂

  21. Znaki pisze:

    😉 do ostatniej godziny,dnia,tygodnia,miesiąca ???
    „niemal”???
    😉 i tak dowiemy się z książki raczej 😉
    Ale jeszcze co do tego zlepieńca…bo fakt …wygląda to na ten rodzaj skały 😉 ale…
    ale na innym filmiku znalazłem jakby resztki zaprawy wykiprowanej gdzieś w lesie…i ma ona tą samą konsystencję i kolor co te „niby”zlepieńce
    materiał jest w 6:26 minucie
    https://www.youtube.com/watch?v=rlLgWw6UZGw

    • Paweł Jeżewski pisze:

      Powiem tak: to co znajdowało się na Gontowej tuż po zakończeniu wojny (nie mam na myśli tylko sprzętu, maszyn u urządzeń) na co jest już dokument, dobitnie potwierdza relacje autochtonów, że budowa ta prowadzona była tam (na Gontowej) do 4-5 maja 1945 r. Ale o tym w książce.. (szczegóły) 😉

      • Pablos pisze:

        No ciekawe. Musieli mieć jakiś ważny powód, aby do ostatnich chwil tam pracować, nawet po upadku Berlina. Nie wierzę, że robili to dla sportu. Maskowali nieznane nam części sztolni: albo z ukrytym depozytem, albo z ciałami więźniów.

        • Paweł Jeżewski pisze:

          W dalszym ciągu uważam, że kompleks Gontowa jest szalenie enigmatyczny.

          Więźniów z Gontowej wycofano w lutym 1945 roku. Ale relacje autochtonów mówią, że przybyła tam później odrębna grupa więźniów…

          • Znaki pisze:

            czyli potrzebowali świeżych i niezmordowanych aby w krótkim czasie wykorzystać ich moc przerobową by ukrywać ,czy to nie ich zwłoki odnaleziono gdzieś w okolicach boiska? dobrze kojarzę ?

          • Paweł Jeżewski pisze:

            Nie ma żadnej pewności, że oni tam faktycznie byli. Ja przyjmuję, że AL Falkenberg rozwiązano w lutym 1945. Na to są potwierdzenia w dokumentach w Arch. Muzeum Gross-Rosen. Nie ma natomiast żadnego dokumentu, że więźniowie byli tam do 4-5 maja 1945. To jest zagadka. Ale tym zajmuje się.. Tomek :).

            Część więźniów została pochowana… w mojej książce (tej którą już masz) pisze gdzie. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *