
Zdjęcie i grafika – autor Paweł Dec
W Nowej Rudzie znają go ci, co jeszcze pamiętają stukot wagoników w kopalniach i szepty starych Niemców, którzy po wojnie nie chcieli patrzeć w stronę gór i ich strażników. A w Ludwikowicach? Tam jego imię czasem wraca wraz z mgłą. Mówię Wam, to nie jest zwykły człowiek od historii. To zbieracz śladów, tropiciel cieni, który potrafi siedzieć nad jednym dokumentem całą noc, aż atrament zacznie „mówić”. Wieść gminna niesie, że kiedy inni dawno śpią, on jeszcze świeci lampą nad starymi mapami „Riese”. Że zna wejścia, których nie ma już na żadnych planach. Że umie rozpoznać miejsce po samym układzie drzew i pęknięciu kamienia. A potem pisze. Nie bajki dla turystów. Nie kolorowe legendy dla gawiedzi. Nie. On grzebie głęboko: w papierach, w ruinach, w pamięci ludzi. I dlatego jedni go szanują, a inni kręcą głową i mówią: „za dużo pyta.”
Ostatnia książka – „Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich” – słusznie narobiła niemałego zamieszania. I niby to tylko wznowienie, wydanie drugie rozszerzone i zaktualizowane. Ale za to zrobione tak, jak nikt inny nie potrafi. Dla kogo jest książka? Banałem będzie odpowiedź: dla każdego. Ale tak właśnie jest!
Jesteś początkującym entuzjastą historii Gór Sowich? Zacznij od razu z przytupem od rzetelnie zebranych przez Pawła informacji. Lepszego początku nie można sobie życzyć. Kompendium wiedzy o tej części Gór Sowich i projektów z okresu II wojny światowej. Daje solidny fundament zamiast sensacyjnego, choć nieprawdziwego startu.
Nie stawiasz pierwszych kroków w hitlerowskich tajemnicach tych ziem? Ta książka tym bardziej jest dla Ciebie. Porządkuje wiedzę i weryfikuje stare przekonania. Odziera z mitów i stereotypów, z aptekarską dokładnością przedstawia aktualny stan wiedzy. Rozbija nieformalne grupy, pretendujące niemal do miana lokalnej „Riese Nostra”, rzetelnością i autorską uczciwością. Jeśli czegoś nie może potwierdzić na podstawie dokumentów czy zeznań świadków, Pawłowi daleko do wszechobecnych dziś „halucynacji AI”, przyznaje za to wprost, że czegoś nie wie, bo nie ma na to dowodów.
Paweł Jeżewski już dawno wyrósł na jednego z tych badaczy Gór Sowich, który nie zadowala się powtarzaniem cudzych historii. W regionie takim jak Ludwikowice czy Walim to robi ogromną różnicę. Tu przez lata narosło tyle mitów o „Riese”, że łatwo się zgubić — złoto, tajne laboratoria, niewidzialne wejścia ukryte pod ściółką. Większość z tych opowieści dobrze się sprzedaje, ale niewiele ma wspólnego z faktami.
W gruncie rzeczy najbardziej fascynujące w ludziach takich jak Paweł nie jest to, co odkrywają, ale jak pracują. Bo w Górach Sowich tajemnic nie brakuje — ale prawdziwym wyzwaniem jest oddzielenie rzeczy prawdziwych od prawdopodobnych, wreszcie od tych, które istnieją tylko dlatego, że ktoś bardzo by chciał, żeby istniały. „

„SEKRETY III RZESZY W LUDWIKOWICACH KŁODZKICH” (2026) to drugie, w pełni zaktualizowane i znacząco rozszerzone wydanie książki, która po raz pierwszy ukazała się w 2018 roku. Efektem wielu lat moich badań terenowych, poszukiwań nieznanych wcześniej dokumentów archiwalnych oraz ich analiz, jest publikacja wykraczająca daleko poza ramy pierwotnej edycji. To nie tylko uzupełnienie wcześniejszych ustaleń, lecz gruntownie przebudowana i wzbogacona książka, oferująca nowe spojrzenie na historię regionu. Przedstawiam w niej nieznane fakty, nowe interpretacje oraz niepublikowane dotąd materiały, które rzucają światło na tajemnice związane z działalnością III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich. Całość uzupełniają unikatowe fotografie archiwalne oraz rozbudowana warstwa graficzna, podnosząca wartość poznawczą publikacji. Drugie wydanie stanowi zarówno rozwinięcie wcześniejszych badań, jak i zaproszenie do ponownego odkrycia historii — pełnej zagadek, niewyjaśnionych wydarzeń i fascynujących tropów. Dla czytelników pierwszego wydania będzie to zupełnie nowe doświadczenie, a dla nowych odbiorców — wciągająca podróż w świat tajemnic Ludwikowic Kłodzkich.
W kontekście rzekomych skarbów ukrytych przez Niemców pod koniec II wojny światowej na Dolnym Śląsku najczęściej wspomina się rejon Gór Sowich. Znacznie rzadziej natomiast mówi się o Górach Bystrzyckich, choć i tam miejscowe legendy skrywają ciekawe tropy. Według lokalnych przekazów, w okolicy tzw. Drogi Wieczności, od strony Huty, pod koniec wojny widywano wojskowe ciężarówki. Oddzielenie faktów od późniejszych interpretacji jest dziś trudne, jednak teren rzeczywiście obfituje w charakterystyczne punkty orientacyjne: kamienie z wyrytymi swastykami, tzw. Kamienny Strażnik Wieczności, a także ruiny nieopodal Fortu Wilhelma. Takie wyraźne elementy krajobrazu mogłyby – przynajmniej teoretycznie – stanowić dogodne punkty orientacyjne dla ewentualnego ukrycia depozytu. 

Na podstawie dokumentów archiwalnych ustaliłem, że kompleks Gontowa to Blok V, w ramach którego utworzono dwa place budowy nazwane: Baustelle Ludwigsdorf-Eule oraz Baustelle Ludwigsdorf. Siegfried Schmelcher planował Blok V dla Reichsführera SS, w kontekście założeń planistycznych dotyczących budowy kwatery Hitlera oraz pobocznych ośrodków dowódczych w Alpach. Czy podobne założenia obowiązywały także dla Bloku V w kompleksie „Riese”? Schmelcher w swoich planach ad. „Riese”, dla Reichsführera SS podał następujące dane: sztolnie – 3 600 m², budowle murowane – 3 000 m², baraki – 19 000 m². Według moich obliczeń obecna powierzchnia wydrążonych przez firmę Kemna A.G. korytarzy pomiędzy sztolniami nr 1 i 2 (dojściowych) w Gontowej wynosi około 2 330 m². Prace zostały tam jednak przerwane na etapie powiększania wyrobisk. Gdyby zostały ukończone (wraz z wartowniami), powierzchnia użytkowa wyniosłaby około 3 310 m², co w zasadzie odpowiada założeniom Schmelchera. Na tej podstawie moja robocza hipoteza brzmi: sztolnie nr 1 i 2 z poprzecznymi korytarzami stanowiły schron dla Heinricha Himmlera! Faktem jest, że SS zawsze utrzymywało niewielkie bazy dowódcze w pobliżu kwatery głównej Hitlera, ponieważ nie było organem dowódczym takim jak OKW, OKH czy OKL.
Dlaczego więc obiekt nie został ukończony? W zasadzie wystarczyło dokończyć powiększanie wyrobisk i rozpocząć betonowanie. Przerwano również budowę budynków na powierzchni — koszar wojskowych. Stało się to jednak nie w wyniku fikcyjnego rozkazu generała Alfreda Jodla z 1 października 1944 r. o wstrzymaniu wszelkich prac na powierzchni, lecz prawdopodobnie z powodu rozpoczęcia przez SS we wrześniu 1944 r. budowy nowej kwatery w dolinie Jonastal, tzw. „Olga”. Jednak Gontowa to nie tylko sztolnie nr 1 i 2 z korytarzami. W innym okresie czasowym drążono tam również inne podziemia. Podziemny schron, do którego prowadzić miały sztolnie nr 3 i 4, miał być znacznie większy – jego wykonawcą była firma Wayss & Freytag A.G.
Dla kogo miał być przeznaczony ten obiekt? W źródłach historycznych dotyczących kompleksu Gontowa pojawia się nazwisko Wilhelma Keitla – szefa Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu. Jednak póki co powyższe to tylko poszlaki, analizy dokumentów do których dotarłem, moje pomiary i obliczenia oraz hipotezy robocze. Czy zagadka kompleksu Gontowa zostanie w końcu rozwiązana? Mam taką nadzieję. 





Książka pt. Sekrety III Rzeszy w Ludwikowicach Kłodzkich – wydanie zaktualizowane, jest już coraz bliżej ukończenia. Oprócz nowatorskiej treści rozważam zmianę w sposobie podawania przypisów do źródeł dokumentów archiwalnych. W poprzednich publikacjach zawsze podawałem pełne dane: nazwę archiwum, zespół, sygnaturę, a nawet numer strony dokumentu – czyli pełną ścieżkę dostępu. Niestety, mam przykre doświadczenia – materiały te były później bezrefleksyjnie wykorzystywane przez tzw. „kopistów”, którzy w swoich publikacjach powielali moje ustalenia, pomijając całkowicie moje książki czy artykuły, np. w magazynie „Odkrywca”, jako pierwotne źródło. Dlatego tym razem postanowiłem chronić mniej znane sygnatury i po prostu ich nie podawać. Już teraz o tym informuję, by czytelnicy wiedzieli, że to działanie celowe i uzasadnione. Mimo to, w książce ujawnię niemal wszystkie znane mi materiały dokumentalne dotyczące Ludwikowic Kłodzkich z okresu II wojny światowej, do których dotarłem w wyniku wieloletniej pracy poszukiwawczej. Chcę to zrobić z kilku powodów – między innymi po to, by nowe pokolenie badaczy i pasjonatów mogło oprzeć się na solidnych podstawach, zamiast zaczynać swoją przygodę z odkrywaniem sekretów III Rzeszy w Ludwikowicach od zera.